5 ulubionych miejsc

Każdy ma takie miejsca, z których trzeba go wyciągać siłą, do których chętnie pójdzie i czuje się jak w domu. Fajnie, jeśli takim miejscem też jest dom, ale też jest okej, jeśli to luksusowy apartament w Portugalii.

Cierpię na tę samą reminiscencję co inżynier Mamoń z Rejsu. Podobają mi się melodie, które już raz słyszałam i najwyraźniej mam tak samo z miejscami.  Często wracam, żeby sprawdzić, że nic się nie zmieniło i to nadal jest „moje”. Dzisiaj opowiem wam o 5 miejscach, od których należy zacząć poszukiwania, jeśli zaginę.

 

  1. Pierwszy rząd na koncercie Stinga

1

Raczej nie zobaczycie mnie w tłumie. To znaczy, zobaczycie, bo naprawdę trudno mnie przeoczyć, ale miałam na myśli raczej to, że nie przepadam za miejscami gdzie jest głośno, gorąco i ktoś inny decyduje, w którą stronę idziesz. Jedynym wyjątkiem jest koncert Stinga, który jest przeżyciem mistycznym. Moja relacja ze Stingiem trwa już ponad 20 lat i nadal się rozwija. Mam nadzieję, że w przyszłym roku osiągnie kolejny etap, bo zaczyna się nowa trasa koncertowa… Mikołaju?

 

2. Londyn

2

Nie obraziłabym się, gdyby ten koncert miał miejsce w Londynie. Moim absolutnie najukochańszym mieście jak dotąd. Kiedy nie jestem w Londynie, to tęsknie za Londynem. A przez większość czasu jednak jestem w Strasbourgu (który tez jest fajny, ale nie jest Londynem). Pamiętam to uczucie ekscytacji, które towarzyszyło naszemu pierwszemu spotkaniu. Uwielbiam to, jak Londyn na mnie patrzy – prosto w oczy. Siedząc nad brzegiem Tamizy czuję się jak skrzyżowanie Bridget Jones z Sherlockiem Holmesem.

 

3. Szczawnica

4

Tam pierwszy raz widziałam góry. Do dzisiaj to pamiętam, nie mogłam uwierzyć, że są aż tak piękne. Do Szczawnicy wracam co jakiś czas na mniej lub bardziej relaksujące wakacje. Niby nie ma tam nic ciekawego, a jednak wielki market, który zabierał mnie w podróż w czasie do początku lat 90. i wyciąg krzesełkowy to miejsca pełne moich wspomnień.

Wsiadałyśmy z mamą do wyciągu i patrzyłyśmy jak ludzie są coraz mniejsi, a góry coraz większe. Rozmawiałyśmy, milczałyśmy, modliłyśmy się, żeby buty nam nie spadły. Kiedy jest się tak wysoko, że już nie słychać ludzi, można usłyszeć siebie. Marzę o tym, że niedługo pokażę Szczawnicę mojej córce i we trzy zasiądziemy sobie na wyciągowym krześle.

 

4. Plaża

3

Cierpię na chroniczny niedosyt widoku morza. Ponieważ moja miłość do gór była ogromna, prawie tak wielka jak niechęć moich rodziców do wyjazdów nad morze, nigdy nie nacieszyłam się plażą. Co tu ciekawego? Piach, piach, szkło, kapsle od piwa i nie ma gdzie zaparkować. No i piach! Od kilku lat marzę, że kolejne wakacje spędzę leżąc na wygodnym leżaku nad Adriatykiem. Chociaż nad morzem niby nic się nie dzieje, to tam najlepiej odpoczywam. No i nigdy nie wiesz co tam znajdziesz w piasku – meduzę, kraba, puszkę po piwie, tężec…?

 

5. Moje miejsce pracy

5

Kiedy byłam młodsza i nie miałam dziecka, marzyłam o tym, żeby co rano pakować swój wielki tyłek w ciasną ołówkową spódnicę i niewygodne szpilki, tylko po to, żeby pognać do pracy w jakiejś korporacji i udawać ważniejszą niż jestem. Dopiero kiedy dałam sobie trochę czasu do zastanowienia się, co ja właściwie chcę robić i jak chcę, żeby wyglądała moja praca, zrozumiałam, że spódnicę (może już w nieco większym rozmiarze) i szpilki nadal mogę nosić, ale niekoniecznie do pracy. Większość czasu spędzam w moim domowym biurze, które Ojciec Dzieciom odpicował mi na urodziny. Uwielbiam to miejsce, oraz fakt, że czasami przychodzę do pracy bez gaci.

 

A jakie są Twoje ulubione miejsca na świecie?

Wpis powstał w ramach projektu Klubu Polki na Obczyźnie. Zapraszam was do odwiedzenia nowej strony klubu – wszystko się zmieniło!


Sharing is caring – polub i udostępnij ten post, dołącz do mnie  na Facebooku, zajrzyj na Instagram!

Coś podobnego:

Podziel się:
  • Góry kocham, z morzem mam podobnie, zaczynam się go uczyć i potrzebować. A Londyn? 12 lat pracy w tym mieście skutecznie mnie, na długo zniechęciło, ale ostatnio, wracam coraz częściej odkrywam na nowo. Myślę, że znam Londyn lepiej niz niejeden mieszkaniec tego miasta, także moge służyć radą jakbyś tu kiedyś, ponownie zawiatała.

    • Nie chciałabym mieszkać w Londynie, bo to miasto jest jednak potężne, ludzi mnóstwo i wiadomo. Ale być tam i nic nie musieć poza sprawdzaniem czy jedzenie smaczne w Pret a manger to co innego… 😉 Z bywaniem w Londynie problem mam zawsze z biletami (dlaczego takie drogie?!) i z noclegiem (dlaczego tak daleko od centrum) ; -)

  • „skrzyżowanie Bridget Jones z Sherlockiem Holmesem” – odtąd tak będę o Tobie myśleć 🙂

    • Chyba powiedziałaś mi komplement tygodnia 😉

  • Hahaha 🙂 kapsle, meduzę, a może tężec 😀 Ja też uwielbiam moje domowe biuro, chociaż mojego nikt mi nie odpicował 😉

  • Pingback: PROJEKT - NAJWAŻNIEJSZE MIEJSCA KLUBOWICZEK - Klub Polki na Obczyźnie()

  • Cudowne 😀 A Szczawnicę również uwielbiam i także będzie ona figurować na mojej liście 5 ważnych miejsc 🙂

  • Ja uwielbiam Bangkok. Las. Rajskie plaże z gorącym jak zupa morzem. Parki rozrywki. Budki z hamburgerami. Oto moje 5 miejsc 😉

    • Wszystkie w Bangkoku? :- ) Aż mi zapachniało tą budką 😉

      • Nie no, każde wymienione miejsce to odrębna historia 😉 I wszystkie idealne na poświęcenie im swojego czasu:)

  • Diav Draconia

    Jednym z moich ulubionych miejsc jest ten blog 😀