Black-out Friday

Zamiast szaleństwa wyprzedaży, ja w piątek zaliczyłam zgon kwartału – dostałam takiej migreny, że obudziłam się z niej tylko trzy razy – żeby zawieść Emmę do przedszkola, pójść do dentysty i wykąpać Młodszego Syna. Cały maraton bólu głowy skończył się dopiero o trzeciej nad ranem, gdy moi sąsiedzi z dołu imprezowali tak hucznie, że obudzili naszego kota, który słynie z tego, że jego życiowym motto jest:

„Miaucz aż wymiauczysz!”

Tak naprawdę chcę wam opowiedzieć tylko o tym, jak wczoraj kąpałam Młodszego. Już od wejścia pytał:

– Kto mnie wykąpie? Kto mnie wykąpie dziś?

Zazwyczaj jestem to ja i nigdy nie wiem, czy to pytanie nie brzmi raczej:

– Błagam tylko nie oooonaaaaa!

Wylazłam więc ze swojej nory i powiedziałam:

– Ja cię wykąpię przecież.

– O tak! – podskoczył w miejscu i pobiegł do łazienki. Kiedy siedział już w wannie powiedział: – Wiesz, bardzo lubię to, że kąpią mnie wszyscy rodzice.

– Wszyscy? To ilu ty ich masz? – zaciekawiłam się.

– Trzech! Tyle ile mam lat! – pokazał na palcach.

– Trzech?

– Tak! Ciebie, mamę i tatę. To trzy – pokiwał głową i wrócił do szorowania stóp.

Za każdym razem, gdy słyszę coś takiego od razu na chwilę zapominam, że upychają brudne skarpety za łóżkiem.

_MG_2555
Chodź słoniu!

Coś podobnego:

Podziel się: