Czego zechcesz, daj mi znać…

aniversum.pl

Dzisiaj jest mój trzeci dzień matki.

Zwykle wpisy popełnione na tę okoliczność są przesycone patosem, nostalgią i sentymentem.  Trudno jednak tego nie robić, tym bardziej kiedy nie można tego dnia spędzić ze swoją mamą, leżąc z nogami na stole i popijając kawę.

Dokładnie osiem lat temu, w Dzień Matki, był pogrzeb mojej Babci. Pamiętam, że tato mówił, że żadna matka nie dostała tego dnia tylu kwiatów. Pięć lat później, tego samego  dnia przekroczyłam próg niewielkiego mieszkania przy ulicy Generała de Gaulle’a. Moja córka przyjechała do Francji w Dzień Matki (urodziła się w Polsce). Dzisiaj jest mądrą, zdecydowaną i nieposkromioną osobą, z której zdaniem trzeba się liczyć, której wszystko trzeba tłumaczyć racjonalnymi argumentami i której nie da się zamydlić oczu byle czym. Chodzimy razem na spacery a ja codziennie cieszę się, bo o tym marzyłam od dawna. Chociaż jak każdy, kto zostaje rodzicem, nie mam pojęcia jak być matką – sporo rzeczy robię tak, jak moja mama. Pamiętam, żeby przede wszystkim szanować tę małą czarownicę.

Staram się, żeby dzieciństwo mojej córki miało dużo tego, co ja uważam w swoim za magiczne. Wieczorami mama czytała mi bajki i śpiewała kołysanki. Wtedy myślałam, że naprawdę wystarczy, że wypowiem życzenie:

„Czego zechcesz, daj mi znać.

Ja ci wszystko mogę dać”

Śpiewam i Emmie. Opowiadam jej bajki. Czytam jej te same książki, tym samym głosem. Moja mama i ja mamy podobne głosy, czasami nie do odróżnienia. Oczywiście dochodzi do takich sytuacji, w których otwieram usta i wchodzi moja matka, która mówi: Nie zaraz tylko już! 

Robię te same gesty, takie same miny w lustrze – ja, która myślała, że jest do swojej mamy zupełnie niepodobna. Patrzę na Emmę, która powtarza te miny po mnie i zastanawiam się, czy też będzie z takim wzruszeniem pamiętała te gesty i zapachy. Mam w domu pudełko kremu Nivea, którego zwykle nie używam, chyba że zatęsknię za domem. Wczoraj posmarowałam sobie nim twarz, a siedząca na wannie Emma od razu też zażądała dostępu do smarowidła. Nabrała go na palce i… zamarła.

– To krem babci! Idziemy zadzwonić! – powiedziała zachwycona swoim odkryciem.

Trochę mi w gardle ugrzęzły słowa, bo pomyślałam bardzo podobnie. To są te chwile, kiedy nie chcę mieszkać daleko. Na szczęście za miesiąc się spotkamy, obrazimy się na siebie za jakieś pierdoły, położymy nogi na stole i będziemy grać w kulki, co jakiś czas wymieniając kąśliwe uwagi na temat wszechświata. Tylko tym razem będziemy już siedzieć we trzy. A jeśli zejdziemy piętro niżej, to posiedzimy i z jej mamą, a moją Babcią. Cztery pokolenia wiedźm, trzy matki, cztery córki. My.

To już za miesiąc, a do tej pory musimy się ratować domowymi sposobami na tęsknotę – kremem Nivea i sałatką z kapusty pekińskiej, którą robi moja babcia. Oglądamy stare odcinki Złotopolskich i wyobrażam sobie, że znowu mam dwanaście lat, na obiad jest pieczony kurczak i kompot.

Tęsknię.

Życzę Wam i Waszym Mamom wszystkiego dobrego z okazji ich święta! Też tęsknicie, tak jak ja?


Będzie mi bardzo miło, jeśli docenisz moją pracę – możesz dołączyć do mnie na fanpage’u na Facebooku, polubić ten wpis i udostępnić go znajomym!

 

 

Coś podobnego:

Podziel się:
  • Alina

    Super wpis. Ja mam to samo z kremem Nivea 🙂 I jeszcze z perfumem, który Mama ostatnio zostawiła u mnie.

  • Agnieszka Moniak

    Bardzo fajny i prawdziwy wpis!