Odchudzam się: Dietetyk

Przychodzi baba do dietetyka i po spojrzeniu w proponowany jadłospis, mówi:

– Dziękuję, to ja już wolę być gruba!

To nie żart, to moja historia.

Dietetyk gorszy niż dentysta

Wizyta u dietetyka, to kolejny krok na mojej drodze wyleczenia się z otyłości. Szczerze mówiąc, nie miałam dobrego doświadczenia z dietetykami. Wszyscy, których spotkałam wmawiali mi, że schudnięcie bez jedzenia jogurtu naturalnego i białego twarogu jest niemożliwe. Głusi na moje tłumaczenie, że na pewno na diecie z jogurtem schudnę, bo go po prostu nie zjem i już. Na takiej wizycie czułam się jak krnąbrna uczennica, którą trzeba skarcić. A ponieważ bardzo nie lubię tego protekcjonalnego tonu, w który uderzają lekarze, nauczyciele i wszyscy ci, którzy myślą, że mają nad nami jakąś przewagę – zwykle moje relacje z dietetykami były krótkie i burzliwe. Ja dowiadywałam się, że wszystko robię źle  i co ja sobie myślę, a oni nigdy więcej już mnie nie widzieli.

Dieta dla każdego czy do niczego?

Żeby nie musieć stawać twarzą w twarz z jakąś chudną lobbystką produktów mlecznych, przerzuciłam się na portale odchudzające. Na Vitalii można wykupić różne rodzaje dostępu do diety, która będzie mniej-więcej dopasowana do naszych oczekiwań. Moim zdaniem to fajna alternatywa, dla tych, którzy nie mają pojęcia o żywieniu (to majonez jest niezdrowy?!) albo nie wyhodowali sobie jeszcze tyłka wielkości Australii.

Moja obecność na tym portalu skończyła się, kiedy zaszłam w ciążę. Wiele zmieniło się też w mojej diecie  – przestałam jeść mięso i po przetworach mlecznych robiło mi się zwyczaje niedobrze. Stąd takie wyklikiwane diety przestały się sprawdzać (można w nich zaznaczyć, żeby nie zawierały produktów, które oznaczymy jako nielubiane)  – zaznaczałam jeden rodzaj jogurtu a na jego miejsce wskakiwały mi trzy inne. Skupiłam się na zmianie swoich nawyków żywieniowych i rozwiązaniu zawiłych relacji jedzenie-emocje, zamiast jedzenie-odżywianie. Możecie o tym przeczytać tutaj: o czipsacho odchudzaniuo zumbieo diet coachu.

Ślepy zaułek

W ciągu ostatniego roku zrobiłam rzeczy, o które bym siebie nie podejrzewała. Pojechałam między innymi na Vege Camp . Nie podobało mi się, ale to nie jest akurat niczyja wina. Po prostu to nie jest forma aktywności dla mnie. Ale polubiłam sport i warzywa (inne niż smażone na głębokim tłuszczu). Jednak zrobiłam już wszystko co umiałam, a nadal miałam wiele pytań. Od dłuższego czasu zastanawiałam się nad wizytą u dietetyka, ale po wcześniejszych doświadczeniach nie miałam do nich zaufania.  Jednak zdecydowałam się wyleczyć z otyłości i zrobić to bezpiecznie pod okiem profesjonalistów. Jednym z etapów jest współpraca z dietetykiem.

Mój lekarz prowadzący powiedział:

– Idź do tej dietetyczki, ona jest najlepsza. A potem żyj według jej zasad.

Już mu nie mówiłam, co myślę o dietetyczkach, ale poszłam, co miałam nie iść.

Jak wyglądało spotkanie z francuskim dietetykiem?

Cała wizyta trwała niewiele ponad pół godziny. Dietetyczka zmierzyła mnie, zważyła, złapała się za głowę, poszła napić się wody (ale z jakiejś dziwnie małej szklanki, więc może niezupełnie to była woda). Potem przeprowadziła ze mną wywiad, ale myślałam, że będę mówiła o mojej zniewalającej karierze blogerki, a ona mnie pyta co lubię jeść na śniadanie. Okazało się, że to wywiad dla tych bardziej wnikliwych gazet, gdzie chcą cię poznać nieco bliżej.

Bałam się hejterskich komentarzy, po tym kulinarnym wyznaniu, ale dietetyczka powiedziała:

– Właściwie niewiele trzeba w tej diecie zmieniać, już jest bardzo dobra. Widać, że nad nią pracowałaś. 

Chociaż ja usłyszałam:

– Brawo, wygrałaś w dietę! 

Jedyne „ulepszenia” jakie wprowadziłyśmy, to jasne określenie ilości produktów oraz zdecydowane wykreślenie słodyczy. Miałam czas zadać wszystkie pytania, które mnie dręczyły, czyli czy owoce rano czy wieczorem (i ile). Ile chleba i czy w ogóle. Po gorącej debacie, w której próbowałam wynegocjować 1 awokado tygodniowo (przegrałam), moja dieta wygląda całkiem znośnie.

Proste zasady

  • Owoce 3 razy dziennie
  • 1/2 awokado tygodniowo
  • 10g gorzkiej czekolady dziennie (maksymalnie!)
  • conajmniej pól godziny ruchu dziennie
  • warzywa bez ograniczeń

Powiem wam, że nie spodziewałam się, że to zdanie wzbudzi we mnie tyle pozytywnych emocji:

Możesz jeść warzywa bez ograniczeń. 

Możliwe, że ta ekscytacja wynikała z faktu, że na dietach zwykle wszystko jest ograniczone. Nic nie wolno, nawet spoglądanie w stronę ciastek jest źle widziane. A tutaj dietetyczka podeszła do sprawy bardzo na luzie, nie czułam, że ktoś mi właśnie montuje kaganiec. Tym bardziej, kiedy powiedziała, że nawet jak zdarzy mi się zjeść pizzę to świat się nie zawali i żebym nie fiksowała się na rzeczach, których nie mogę jeść.

Poczucie winy

Kiedy zapisywałam się do lekarza, wypełniałam bardzo długą ankietę na temat moich nawyków żywieniowych. Było tam pytanie, czy po jedzeniu czuję się winna.

Minęło wiele lat od tego czasu, kiedy nie mogłam na siebie patrzeć w lustrze bez jakiegoś zgryźliwego komentarza, a po każdym posiłku czułam się jak najbrudniejsza świnia w stadzie. Jedzenie było dla mnie upodleniem.

Od dawna tego nie czuję i dopiero teraz to zauważyłam. Może jeszcze nie odczuwam radości z jedzenia (jedyne co mnie naprawdę cieszy, to sushi), ale na moim talerzu żarcie zajmuje coraz mniej miejsca (jaka ładna kalka z angielskiego).

Wyszłam z pokrzepionym sercem

Spotkanie z dietetykiem było dokładnie tym, czego potrzebowałam. Dodało mi nowej energii i motywacji. Odkąd zaczęłam się odchudzać, zgubiłam 6 kilo. Co prawda, co jakiś czas mój tyłek znajduje 1 lub 2, ale one na szczęście nie zostają ze mną na długo. Staram się do tego procesu podchodzić na spokojnie i nie ekscytować się za bardzo, ale widoki są coraz lepsze. Aż chce się tańczyć!

Uczcijmy te 6 kilogramów pieśnią:

Coś podobnego:

Podziel się:

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Odchudzam się: Dietetyk"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Olga Nina
Gość

Bardzo fajnie Ania 🙂 i bardzo zabawne podejście. Pewnie i w tym tkwi część sukcesu, że nie bierzesz tego śmiertelnie poważnie i jak zakazów.

H.Lucynka
Gość

Kurde.
Zjadam jedną czekoladę na miesiąc.
Stanowczo muszę zwiększyć dawkę ;D

trackback

[…] mówił z hiszpańskim akcentem, po angielsku zaś – z francuskim. Ruszyła maszyna: spotkania z dietetykiem, o których wam pisałam, konsultacje psychiatryczne, miliony wizyt u lekarzy, w laboratoriach i […]

wpDiscuz