Dlaczego ono płacze?! (@^%!$@#!!!@@)??

aniversum.pl-9

Dlaczego niektóre dzieci nie chcą iść do przedszkola i tak głośno to manifestują?

Nawet jeśli nie macie dzieci, to widzieliście na pewno nie jedno, które oddałoby własną nerkę, byleby tylko nie zostać w przedszkolu. Być może byliście autorami takich scen.

No cóż, dzieci muszą się wypłakać. Popłaczą, popłaczą i im przejdzie. Trudno.

Co tam, dziecko zalewające się łzami, sikające z nerwów w majtki, kopiące w krzesło, rozpaczliwie wołające swoją mamę albo tatę, dławiące się krzykiem – to normalny krajobraz każdego z przedszkoli. Zawsze znajdzie się przynajmniej jedno, które nie jest zadowolone z tego, jak ktoś zorganizował mu życie.

Dlaczego dzieci płaczą? Tak w ogóle, dlaczego?

Zacznę od początku. Dzieci płaczą, bo są niezadowolone. Niemowlęta płaczą bo: chce im się jeść, spać, kupę, boli je brzuch, chcą na ręce, coś je uwiera, przestraszyły się, są zmęczone, cierpią, tęsknią, boją się… To jest ich jedyna możliwość komunikacji ze statkiem-matką (albo statkiem-ojcem). Dosłownie. Rodzice to ich gwarancja przetrwania, jedyny sposób żeby przeżyć. Nie ma rodziców – nie ma mnie. Zadziwiające, jak oczywiste jest to dla kilkugodzinnego człowieka, a jak często bywa zaskakujące dla dorosłego.

Tę relację między rodzicem a dzieckiem nazywamy w psychologii przywiązaniem. Jest ona trwała, intensywna i niezbędna, żeby dziecko przetrwało. Autorem teorii przywiązania jest John Bowlby. Od początku lat 70 ubiegłego wieku prowadzono badania na temat tego jak przywiązanie wpływa na życie ludzi. To co za chwilę przeczytacie, jest więc bardzo istotne, ponieważ ustalono, że rodzaj przywiązania kształtuje schematy relacji społecznych na całe życie. Całe życie. Całe życie w społeczne waszego dziecka może zależeć od tego, jak postępujecie z nim w ciągu tych pierwszych 2-3 lat. Czy już odechciało wam się rodzicielstwa? Kiedy o tym przeczytałam pierwszy raz, od razu poczułam jak słabnie mi instynkt macierzyński.

Istnieją trzy rodzaje przywiązania, które wyróżniono przeprowadzając Test Obcych Sytuacji (Ainsworth, 1978).

1. Bezpieczny – 70% dzieci

  • dziecko słabo lub wcale nie protestuje przed rozłąką (szybko się uspokaja)
  • opiekun jest bezpieczną bazą dziecka, przez co eksplorowanie otoczenia jest bardziej swobodne
  • dziecko jest przyjazne i otwarte wobec obcych, ale nie jest przesadnie wylewne
  • po powrocie opiekuna dziecko szuka z nim kontaktu i cieszy się, a potem wraca do zabawy

2. Lękowo-unikający – 20% dzieci

  • dzieci zachowują się powściągliwie wobec opiekuna
  • wydają się potrzebować mniej kontaktu z opiekunem
  • często płaczą, ale nie z powodu wyjścia rodzica, a z samotności
  • po powrocie rodzica ignorują go lub udają, że go nie poznają

3. Lękowo-ambiwalentny – 10% dzieci

  • dzieci mogą być złe, agresywne
  • unikają obcych
  • często płaczą i trudno je uspokoić
  • nie traktują opiekunów jako bezpiecznej bazy
  • opierają się kontaktowi z rodzicem, po jego powrocie, ale nie pozwalają go przerwać, gdy już zostanie nawiązany

Dzieci, które są „bezpiecznie przywiązane”  w przyszłości będą oczekiwać od ludzi otwartości oraz będą postrzegały siebie, jako godne troski i cudzego zainteresowania.

Dzieci, które przejawiają lękowe przywiązanie będą spodziewały się, że ludzie nie będą reagować na ich potrzeby oraz będą nieprzystępni.

To nie jest wiedza tajemna, książki są powszechnie dostępne, ba, pewnie większość rodziców przeczytała przynajmniej jedną z pozycji, z których korzystałam, pisząc ten post (sprawdźcie tutaj). Tylko, że pewnie zrobili to w okresie ciąży lub wczesnego rodzicielstwa, kiedy te problemy były jeszcze tak odległe, jak to, że kiedyś nie będą zmieniali pieluch. Ale czas szybko płynie… Posiadanie dziecka niestety nie sprawia, że nabywamy od razu wiedzę niezbędną do jego prawidłowego rozwoju i wychowania, tak samo jak posiadanie waginy nie robi z nikogo ginekologa, posiadanie psa nie czyni nas behawiorystą a posiadanie teściowej, mordercą…

Nawet rodzicom, którzy przestudiowali wszystkie podręczniki od Piageta przez Spocka aż po Brazeltona, może trafić się dziecko, które nie podejdzie do tematu przedszkola entuzjastycznie. Dzieje się tak dlatego, że zachowanie rodziców i temperament dziecka nieustannie na siebie oddziałują. W dodatku w podobnym stopniu. To znaczy, tak samo silnie wpływamy na temperament dziecka swoim zachowaniem, co jego temperament na nasze zachowanie.  Trochę błędne koło, ale na szczęście wyróżniono styl wychowania, który sprzyja bezpiecznemu przywiązaniu. Polega on na stawianiu wymagań i wrażliwym reagowaniu na potrzeby i emocje dziecka. Stawianie wymagań dotyczy przede wszystkim sytuacji społecznych, czyli oczekujemy, że nasze dziecko nie będzie np. kopało pani w kolejce, pluło do święconej wody ani zrzucało wszystkiego z półek w sklepie. Wrażliwe reagowanie oznacza zwracanie uwagi na to, czy sytuacja w  jakiej stawiamy dziecko jest dla niego komfortowa, jak się w niej czuje. Zauważamy i nazywamy jego emocje, szanujemy je, bierzemy pod uwagę. W ten sposób dziecko buduje swoje poczucie bezpieczeństwa.

W sytuacji zagrożenia, dziecko stara się ponownie połączyć ze swoim obiektem przywiązania, żeby poczuć się znowu bezpiecznie. Pamiętacie ten moment, kiedy zobaczyliście swoje niemowlę po raz pierwszy i pomyśleliście „Matko i córko, to na pewno jest istota ludzka”?, a zaraz potem uświadomiliście sobie, że to dziecko jest całym waszym światem? Być może do momentu pójścia przez tę istotę do przedszkola, przyzwyczailiście się już nieco do niej i to wrażenie mogło się zatrzeć, ale od tamtej chwili to wy staliście się jej całym światem i to w dodatku bardzo dosłownie. Dla 2-3 letniego dziecka „tylko kilka godzin” oznacza wieczność. Dzieci wierzą, że jeśli stracą rodzica z pola widzenia, on już nigdy nie wróci. To by wyjaśniało ten płacz, prawda?

Ten płacz bierze się też stąd, że rodzice popełniają podstawowe błędy podczas rozłąki:

  • okłamują swoje dzieci: „Wrócę za chwilkę” – i wracają po kilku godzinach
  • wymykają się bez pożegnania
  • krzyczą/obrażają/upokarzają dzieci podczas rozstania: „Przestań się mazać, inne dzieci są grzeczne”, „Taki duży i płacze”.

To szlochające dziecko, które za nic nie chce puścić swojego opiekuna, to człowiek, który właśnie doświadcza traumy. Pęka mu serce, nie wie co się dzieje, jego świat się wali. I to zupełnie nie jego wina.

Kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego, śledziłam wpisy mam na forach. Niektóre tak się denerwowały tym wydarzeniem, że nie mogły spać. To poddenerwowanie i napięcie udziela się dzieciom, one je doskonale wyczuwają. One nie są głupie, tylko małe.

Powody leżą też nieco głębiej, dużo wcześniej, kiedy to nasze dziecko jest równie daleko od przedszkola, co od samodzielnego załatwiania się. Ważne jest, żeby już małym dzieciom, zostawić trochę swobody, pozwolić im się pobawić samym w kojcu, nie reagować na pierwsze kwilnięcie, tylko dać im szansę uspokoić się samemu, poznać co to znaczy, być sobą. Im dziecko jest starsze, tym trudniej jest je nauczyć innego zachowania, bo schematy ma już utrwalone i łatwo w nie wpada, jednak nie jest to niemożliwe.

Potrzebne będą:

  • rozmowa
  • przypominanie
  • adaptacja
  • zabawy z innymi
  • zostawienie dziecka pod opieką innego zaufanego dorosłego (dorosłego, któremu ufa dziecko!)
  • czytanie książeczek o przedszkolu, itp.
  • ćwiczenie rozstawania („Idę do kuchni, za chwilę wrócę” i na prawdę wrócić za chwilę)
  • pozytywne nastawienie do przedszkola/opiekunki

Jeśli twoje dziecko właśnie nie radzi sobie z początkiem roku szkolnego, prześledź uważnie ten wpis, może pomoże ci on zrozumieć, gdzie jest problem. Pamiętaj, żeby codziennie z dzieckiem rozmawiać o tym, że idzie do przedszkola, co będzie tam robiło. Zachęcaj je do wymieniania aktywności jakie może tam podejmować. Pracuj z nim nad tym codziennie, żeby lepiej wam się żyło. Zapraszam na swoją stronę Europejskiego Instytutu Samorozwoju, można się tamtędy ze mną skontaktować bardziej… profesjonalnie 😉


Będzie mi bardzo miło, jeśli docenisz moją pracę – możesz dołączyć do mnie na fanpage’u na Facebooku, polubić ten wpis i udostępnić go znajomym!

Coś podobnego:

Podziel się:
  • A u mnie było tak. Starsza córka poszła do przedszkola chętnie, nie było problemów, nie płakała i była bardzo zadowolona. Natomiast młodszy syn, bardzo chciał iść, ale jak przyszło co do czego i musiał zostać bez siostry, płakał, nie chciał jeść, bawić się ani nic. Na szczęście po tygodniu było już ok.

    • Miał po prostu problem z adaptacją, to na pewno nie jest kwestia nieodpowiedniego przywiązania (chyba, że płacze za każdym razem, kiedy zostaje bez mamy,siostry etc. I mówiąc płacze nie mam na myśli – jest mu smutno i gdy zamykają się za wami drzwi – jest ok). Najważniejsze, że chciał iść i już się zaadaptował. Mam nadzieję, że przedszkole będzie dla niego super przygodą 😉

      • To było jakiś czas temu teraz jest już w drugiej klasie :). Potem przedszkole już lubił, ale pierwszy tydzień był naprawdę ciężki 🙂

        • To już jest dorosłym facetem i pewnie tego nawet nie pamięta. Współczuję takiego stresującego tygodnia! Teraz przed synem zupełnie inne wyzwania 🙂

  • Wiadomo, że każde dziecko jest inne i żaden rodzic nie znosi dobrze widoku płaczącego dziecka, ale myślę, że często sami rodzice, zwłaszcza mamy robią sobie krzywdę. Biegną na każde skinienie dziecka, żyją tylko dzieckiem, nie myślą o sobie. Potem jest tak, że dziecko wie, że mama jest dla niego na 100% zawsze i wszędzie. Zostawienie dziecka w pokoju, z tatą, z babcią, itp itd to dobry wstęp, by dziecko potem było w przedszkolu. Poza tym naprawdę dziecko dużo rozumie i trzeba mu tłumaczyć o co chodzi z przedszkolem i tak jak mówisz bez kłamstw – że na chwilę bo idę do lekarza. Prawda- przyjdę o 16 bo będę w pracy. Sama przechodziłam przez to i było róźnie. Początek super, a potem płacz i krzyki też przerobiłam , ale wiem jedno – naprawdę często gorzej wygląda to rozstanie niż jest w rzeczywistości, chyba, że są przypadki wyjątkowe, ale tu może i psycholog konieczny. To chyba tyle …póki co:)

  • Wszystko o czym piszesz jeszcze daleko przede mna ale bede miala na uwadze wszystkie twoje wskazówki 🙂

  • To bardzo trudny temat dla wielu rodziców.