Nie pierdol głupot

Słowa te w tytule postawione tak śmiało (nie mogę nie posiłkować się Gałczyńskim, tak już mam) – choćby z najwyższym bólem, wyjaśnić by należało.

Matka psycholog, ojciec behawiorysta – nasze dzieci mają, krótko mówiąc, przegwizdane. Obserwujemy jak się uczą, czego, skąd to mogli wytrzasnąć. Dzieci to wredne istoty, sprytne małe dranie, które naśladują cię nie wtedy, kiedy z uśmiechem spożywasz pożywną zupkę-kremik z króliczka i szpinaczku (ugh!), a wtedy, kiedy uderzasz się w palec, kwitując to swojską „kur*ą” czy niemniej pospolitym we Francji „me*de!”.

Widziałam to już nie raz, jak Syn Młodszy walczył z zapinaniem suwaka i pod nosem powtarzał: Me*de, me*de, me*de! 

Założyć się mogę, że przykład ten wspaniały wziął ze swojego szanownego Ojca Dzieciom.

Ze specyfikacji naszej rodziny wynika kwestia taka, że Ojciec Dzieciom i ja, mówimy do Emki różnymi językami. Ja nawijam bajeczki, pioseneczki i „wyjmij to z buzi!” po polsku, On zaś używa języka swoich przodków (z Wermahtu, nie żartuję!) i snuje po niemiecku „katze, katze, katze!”. Co prawda Emma ciągle poprawia go, że to „kooot,kooot kooot”, ale powoli łapie różnice.

Mając to na uwadze, zawarliśmy pakt, który u nas nosi nazwę „No-bullshit talking”, czyli „Nie pleciemy głupot”. Jest to dla nas sprawa najwyższej wagi i cenzurujemy nawet zapędy oratorskie ludzi z naszego otoczenia. A co nas tak drażni, jak nic w świecie? Głupoty. Będąc dzieckiem nie raz mówiono do mnie:

– No i co, wredna ta twoja mama, nie chce ci dać cukierka, co? Ja ci dam.

 

– A tato nie pozwala wejść na kupę siana, idź  dopóki nie widzi!

I wkurzało mnie to już wtedy, bo wcale nie uważałam, że mama jest wredna, ojciec nie ma racji. Tak powiedzieli, tak ma być. Czułam się wewnętrznie rozdarta, bo chciałam cukierka, ale nie chciałam zgodzić się z tym, że moja mama/tato są jacyśtam. Dlatego rozmówców mojej córki uczulam na to w jaki sposób próbują zaskarbić jej względy.

– A ta twoja głupia matka to nie pozwala się bawić kabelkiem.

 

– No i co, wredna matka nie daje bananka?

– Nie chce się matce wstać do dziecka, tak?

Francuska Babcia jest głucha na nasze uwagi, wie lepiej, że można dziecku dawać czekoladę (pliz, spójrz na mnie i zrozum, że lepiej NIE), ganiać z ryżem na widelcu i co najważniejsze, można zupełnie ignorować to, co mówi Ojciec Dzieciom.

Francuska Babcia wygłosiła kiedyś taki oto pogląd:

– Możesz sobie mówić co chcesz, a jak zostanę z dziećmi sama to i tak zrobię to co ja chcę i jak chcę.

Zgadnijcie kto wygrał konkurs na niezostawanie z Emmą sam na sam.

Podważanie autorytetu rodziców uważam za ostatnie świństwo. Nie dlatego że uważam, iż każdy rodzic wie najlepiej co jest dla jego dziecka dobre, że matki są nieomylne. Chodzi o pewną relację dziecko-rodzic, w którą nie powinno się ingerować. Po co zasiewać w dziecku wątpliwość dotyczącą jakości jego rodzica? Można przecież porozmawiać z rodzicem sam na sam. Powiedzieć: A może pozwól jej/jemu pomazać po ścianie. I tak planujemy malowanie, a poza tym to mieszkanie teściowej, pozwól mu/jej, proszę! 

Można też zwrócić uwagę w inny sposób. Ale nie w taki, który daje dziecku informację: Ktoś ma mojego rodzica za kretyna i jestem w to zamieszany. 

To rodzic będzie wychowywał dalej to dziecko, ma jakiś plan (albo i nie ma), powód. Nie babcia, dziadzio, ciocia, sąsiadka, pan w windzie. Proszę zatem myśleć co się mówi, bo dzieci nie zdobywają umiejętności rozumienia po przekroczeniu jakiegoś metaforycznego Rubikonu. One po prostu pojmują świat, nadają mu znaczenie już od początku. Jak inaczej wyjaśnić to, że moja córka, na pytanie o dodatkowy wafel ryżowy odpowiada: „TaK” i potakuje głową, ale gdy to samo pytanie zada jej Ojciec, ona mówi: „JA!”? Skoro mając dziesięć miesięcy już rozumie, że to są dwa inne języki, że zadaliśmy pytanie, jestem pewna, że pojmuje znacznie więcej (na przykład zasadę: Miaucz aż wymiauczysz, której nauczył ją nasz kot).

Coś podobnego:

Podziel się:
  • No tak… moj maz sobie lubi rzucic miesem pod nosem i mimo i nasz Szkrab jeszcze nic nie rozumie, to go musze prostowac! Tak w ogoel to zgadzam sie z tym co napisalas w 100% ! Ah, i i unas nie ma ani jednej babci czy dziadka na miejscu, wiec z tym wtracaniem sie to u nas letko lepiej 😉

    • Moi rodzice też są daleko, a szkoda, bo oni akurat są edukowalni:)

      • Moi od samego poczatku stweirdzili, ze beda rozpiszczac wnuka 😉 Ale fakt, faktem, licza sie bardzo z moim zdaniem i nie robia nic wbrew mojej woli 😉 O tesciach nie lubie rozmawiac ;P