Mój syn ukradł zabawkę.

O tym, jak Syn Młodszy ukradł zabawkę i co z tym zrobiliśmy.

To była TA sobota, którą spędziliśmy relaksując się w gościnnym domu naszych znajomych. Kiedy doszłam do siebie po migrenie w niedzielę, znalazłam w swoim samochodzie zabawkę, która nie powinna tam być. Był to specyficzny gniotek, którym wszyscy się dzień wcześniej bawili. Ojciec Dzieciom powiedział tylko, że zeznania świadków (chłopców) wskazują na Emmę. Przypomniałam mu jednak, że Emma do samochodu została wniesiona, bo już była tak zmęczona, że nawet mówić nie mogła. Nie miałaby jak tej zabawki tam przemycić. Więc należy skierować podejrzenia na posiadaczy kieszeni…

Główny podejrzany

Syn Starszy ten wieczór spędził czytając książki w bujanym fotelu w pięknej bibliotece. Jego znikome zainteresowanie obiektem na chwilę odsunęło jego kandydaturę na przestępce na dalszy plan. Syn Młodszy natomiast co chwilę zmieniał wersje. Skoro to nie Emma wniosła tę zabawkę do samochodu, to…

– Może to był Starszy albo ja? – plątał się w zeznaniach.

Winny!

Nie potrzeba Sherlocka Holmesa, żeby rozwiązać tę kryminalną zagadkę. Jednak stawienie czoła tej sytuacji wymaga już pewnej gimnastyki. Bo jak się w tym momencie zachować? Co powiedzieć sześcioletniemu chłopcu, po którym nigdy byś się nie spodziewała czegoś takiego? Zbagatelizować to? Udać, że nic się nie stało? Zaprowadzić do więzienia? Co zrobić, żeby reakcja była adekwatna do winy, ale jednocześnie zapadła mu w pamięć?

Wyrok

Nie stosujemy kar, nie zabraniamy oglądać telewizji (niech sobie oglądają, i tak nie mamy telewizora), dzieci nie grają w gry komputerowe, więc i tego im nie zabieramy. Ta sytuacja wymagała jednak bardziej drastycznych kroków. Zaczęliśmy od Poważnej Rozmowy.

Syn Młodszy w tym wszystkim był spokojny. Widać, że nie jest zadowolony z rozwoju sytuacji, bo kazaliśmy mu zostać w swoim pokoju, a sami naradzaliśmy się w salonie, ustalając strategię. Ojciec Dzieciom z nim rozmawiał, ale z tej rozmowy nic nie wynikło. Kiedy zaproponowaliśmy, żeby Syn Młodszy zadzwonił do swojej mamy i żeby ona też włączyła się w ten wychowawczy proces, dzieciak wpadł w histerię.

Mama z resztą nie była zainteresowana rozwiązywaniem sytuacji, bo wychowanie dzieci jest po to, żeby jeździć na biwaki i do lunaparków, przecież.

Co powiedzieć dziecku, które coś ukradło?

Powiem wam szczerze, że byłam tak zła, rozczarowana i wstrząśnięta, że nie byłam w stanie z Synem Młodszym porozmawiać od razu. Unikałam go, bo bałam się, że powiem rzeczy, których  sześciolatek nie musi usłyszeć. Chciałam na niego nawrzeszczeć, ale to ulżyłoby tylko mi. On pomyślałby, że jestem potworem, lekcja nie zostałaby wyciągnięta. Poszłam z nim porozmawiać dopiero jak sama poukładałam sobie w głowie tę sytuację.

Podczas naszej rozmowy wyjaśniłam mu, czym jest kradzież i jakie są jej konsekwencje. Potraktowałam go poważnie, tak jak poważny był jego czyn. Powiedziałam mu też jak się czuję – że jestem zaskoczona, że jest mi przykro i że jestem na niego zła. Rozmawialiśmy o tym, dlaczego to zrobił. I dlaczego kłamał, że to nie on.

W naszym domu mamy nadrzędną regułę: Nie kłamiemy.

Najgorsza prawda jest lepsza niż kłamstwo. I za kłamanie ma się u nas naprawdę przechlapane.

– Chłopaku, zupełnie inaczej byłoby, gdybyś od razu powiedział – to ja wziąłem tę zabawkę i teraz nie wiem co zrobić.

Syn patrzył na mnie zdziwiony.

Wspólnie ustaliliśmy, że zabawkę trzeba odkupić (bo się niestety porwała, co było prawdopodobnie w jakimś stopniu powodem kradzieży) i oddać.

Zabawki Syna Młodszego poszły na 6 dni do więzienia, on sam nie pojechał tego dnia ze mną i resztą dzieciaków na basen. Rozmawialiśmy o tym jeszcze następnego dnia.

Ojciec Dzieciom poszedł z nim na zakupy, wybrali zabawkę, odwieźli ją, a Syn przeprosił chłopca, któremu zabrał tę zabawkę. Musiał się do tego przyznać przed prawie obcymi ludźmi, to na pewno było dla niego duże przeżycie.

Kto ma pszczoły, ten ma… ślady po żądłach.

Mogłabym napisać, że to było dla mnie ubogacające przeżycie, że rozwinęłam swoje rodzicielskie kompetencje, że się czegoś nauczyłam. Ale prawda jest taka, że nadal jestem zła na tę sytuację, wcale mi się nie podobała i wolałabym jej nie doświadczyć. Jedyne, co dla mnie, jako ( w pewien sposób) rodzica, jest tutaj oczywiste, to wołanie o uwagę. Ciężko jest poświęcać uwagę dziecku, na które jest się wkurzonym. A to dziecko wtedy tym bardziej jej potrzebuje.

W jakiej sytuacji jest 6-latek, którego opiekun jest na niego zły? Martwi się, czuje się osamotniony, potrzebuje zrozumienia, pocieszenia, zapewnienia, że mimo wszystko nie jest źle. W oczach dziecka, wszystko jest wielkie. Wielka Ciemność, Wielka Złość, Wielki Strach. Kiedy nie mogę na niego patrzeć, myślę sobie o tym, jak on musi się czuć. Wtedy mi trochę przechodzi. Bo ważne jest przełamanie tego błędnego koła – złości i krnąbrności. Dzieci są tak „grzeczne” jak mogą. Rzadko się zdarza, że z rozmysłem zrobią coś, co może skończyć się złością ich opiekunów. Zwykle po prostu nie są w stanie przewidzieć konsekwencji swoich działań. Potrzebują przewodników, asekuracji. Łatwo się obrazić na sześciolatka, który nas wkurzy (mi tym łatwiej, że to nie jest mój rodzony syn). Kiedy dziecko otrzymuje uwagę tylko wtedy, kiedy jest nieposłuszne, uczy się tego. Nawet nieświadomie.

Dwa systemy, dwa światy

Nasi chłopcy mają tym trudniej, że funkcjonują po równo w dwóch systemach. U mamy można kłamać, bo i tak nie dojdzie co się stało. Jest zmęczona, nie chce jej się z tym szarpać. Ona stosuje kary i tyle.

U nas każde niepokojące zachowanie kończy się bardzo długą rozmową, podczas której trzeba się zastanowić dlaczego się coś zrobiło, co z tego wynikło i jak można tego uniknąć. Chłopcy tego nienawidzą. Syn Starszy często mówi, że już wolałby stać w kącie.

Wychowując dzieci w rodzinie patchworkowej trzeba robić swoje. Najlepiej jak umiemy.

Wczoraj wybierając się na basen, zapytałam Syna Młodszego:

– A czy ty możesz iść na basen?

Miałam na myśli jego problemy z uchem.

– Hm… będę blisko ciebie, żebyś zawsze widziała, czy coś ukradłem…

– Wcale nie o to pytam! Obiecałeś mi, że więcej tak nie zrobisz, bo już rozumiesz na czym to polega. A ja ci wierzę.

Spojrzał na mnie zaskoczony, ale też dumny  z siebie. Temat zamknięty. Przynajmniej do czasu, aż nazwie nauczycielkę głupią k… tak jak ja to zrobiłam w szóstej klasie podstawówki. I moi rodzice musieli sobie z tym poradzić… 


Zdarzyło się wam kiedyś coś takiego? Taki trochę wychowawczy kosmos? Jak sobie poradziliście? Piszcie!

Dołącz do mnie na Facebooku i Instagramie, poznajmy się lepiej.

 

Coś podobnego:

Podziel się:
  • 🙂 myślę sobie że powinnaś napisać przewodnik po tym jak być rodzicem, spokojnie ta książka by mi wystarczyła, jak kiedyś tym rodzicem będę 🙂