Jak znaleźć wymarzoną pracę na LinkedIn?

Znam Agnieszkę z Klubu Polki i spotkania z nią (nie tylko te wirtualne), są dla mnie niezwykłym źródłem inspiracji. Poprosiłam ją, żeby podzieliła się swoją historią, bo obie (historia i Agnieszka) zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Zapraszam!

Czytam bardzo uważnie wszystkie wiadomości od znajomych, którzy szukają pracy przez portale spolecznosciowe, a szczególnie przez LinkedIn.

LinkedIn jest i nie jest magiczną szafą muzyczną (wrzucamy żeton i wyskakuje praca).

Aby znaleźć pracę marzeń przez LinkedIn (a ja jestem jedną z licznych osób, którym to się powiodło :)) trzeba wrzucić prawidłowy żeton.
Aby znaleźć prawidłowy żeton (czyli stworzyć profil, który wpadnie rekrutującej osobie w oko) można zastosować dwie metody:
1) przypadek i totalna improwizacja (dla tych, którzy w życiu mają tzw. szczęście) oraz
2) konkretne opisanie co się chce robić w poszukiwanej pracy.
Może Was zanudzę ta historią, lub zniesmaczę, rzygając tęczą, ale zwolniłam się kilka lat temu z pracy i z długami, kredytem za mieszkanie i lekką depresją zaczęłam szukać nowej. Po kilku tygodniach doszło do mnie jedno: jeśli nie określę CZEGO CHCĘ, to dostanę coś, co zostaje po kimś, kto wie czego chce.

Usiadłam, popracowałam nieco nad sobą i odkryłam, co chce. A moim marzeniem było wówczas, bagatelka, wypracować z liniami lotniczymi w bardzo niszowej branży, w której na świecie może dzisiaj pracuje 5 000 osób. A co ?

Taka praca co przechadza się codziennie po ulicach mojego miasta, prawda?

Bez studiów w tym kierunku (w Polsce studiowałam historię, a we Francji zrobiłam licencjat z handlu zagranicznego), bez ogromnego doświadczenia (zaledwie 3 lata w tym konkretnym przemyśle), znalazłam ostatecznie firmę, która dostrzegła potencjał w mojej osobie, z moją powikłaną i hm, niecodzienną ścieżką kariery, i która dala szanse moim marzeniom.

JAK ?

No właśnie, mieszkam przeciez w mieście, które nie jest stolica lokalnego rynku lotniczego. Nie mam fetyszu w postaci dyplomu Bac+5 z Grande Ecole, 10 lat doświadczenia, znajomości i innych, niby potrzebnych w znalezieniu pracy, zasobów.
Krótko, po wycieczce po różnych instytucjach (Apec, Pole Emloi, stowarzyszenia dla bezrobotnych) po kilkunastu rozmowach kwalifikacyjnych, gdzie regularnie mnie wyśmiewano, postanowiłam szukać pracy INACZEJ.

Inaczej szukać a nie, jak sugerowano mi wokoło, innej pracy.

Przez LinkedIn.
Po pierwsze, napisałam w czasie teraźniejszym kim jestem, tzn. Specjalistą w mojej branży. Specjalistą wówczas byłam jedynie w moich marzeniach, za to czytałam tylko wiadomości branżowe, moje oko i ucho otrzaskało się z nazwami firm, nazwiskami osób, które cos na rynku znaczyły. Czytałam o technologii, problemach rynku, czytałam wszystko, ploteczki na tweeterze i artykuły w języku angielskim i francuskim, gdzie rozumiałam znaczenie każdego słowa, ale żadne zdanie nie miało jeszcze dla mnie sensu.

Ile razy się popłakałam, że jestem chyba za głupia i nigdy tego nie zrozumiem?

A wystarczyło przeczytać jeszcze 5 razy i samo się wyjaśniało. Napisałam również w profilu, że szukam konkretnie takiej to a takiej pracy (czyli wcześniej określiłam moja hierarchie ważności: wysokość pensji, podróże do 50% czasu, najlepiej międzynarodowe, wypady na różne expo i targi, otwieranie nowego rynku dla firmy, pozyskiwanie klienta itp).
Napisałam też, co do tej pory robiłam i co w mojej dotychczasowej karierze przyda mi się w następnej. Pokutuje często przekonanie (co ludzie powiedzą?), że najbardziej efektywna ścieżka kariery jest ta prosto na szczyt. Dobra szkoła, dobry dyplom, dobre praktyki, etat, awans, drugi etat itp.. Po schodkach prościutko w górę. I w wielu wypadkach jest to scenariusz, który się sprawdza.

Ale dziś, z wysokości moich szczenięcych 40 lat, pozwolę sobie podzielić się z Wami obserwacją mojego francuskiego otoczenia. Ludzie, którzy tak grzecznie i z mozołem pieli się zawsze w górę spotyka efekt plateau. Po prostu w wielu wypadkach osiągnęli oni w swoim zawodzie, w swojej firmie, najwyższe możliwe stanowisko. I nudzą się teraz jak mopsy. Albo po 20 latach wspanialej kariery w międzynarodowej firmie są, de facto, odpowiedzialni za rubrykę „K11” w arkuszu kalkulacyjnym. I też nudzą się jak mopsy.

Znam wiele osób, sfrustrowanych ścieżką swojej kariery, bo „przecież wszystko robiłem jak trzeba, a teraz nie przynosi mi to satysfakcji”. No właśnie, robiłeś jak trzeba, a nie to co chciałeś.
W każdej pracy można znaleźć satysfakcje lub wynieść z niej coś, co przyda nam się później w życiu (i nie mówię tu na przykład o laptopie).

W moich poprzednich 10 pracach sprzątałam pralnie automatyczną (bo chciałam mieć własne pieniądze) oraz jako sekretarka przez 7 czy 8 godzin dziennie mówiłam „Lafarge, Bonjour” (bo chciałam mieć legalna prace.

A te dwa doświadczenia nauczyły mnie więcej niż wszystkie studia razem wzięte – pokory i przekonania o tym, czego chce w przyszłości.

Następnie wkleiłam ten kawałek filmu bo, ilustrował dobrze moja motywacje pomimo komentarzy rekrutujących: przecież nie ma pani doświadczenia, dyplomu, a nawet „nie jest pani mężczyzną!”

Uparłam się, że jak Zohan, umiem robić coś, czego nikt inny nie potrafi i potrzebuję jedynie douczyć się tego, co potrzebuje firma. Na przykład, lata na emigracji i liczeniu głóownie na siebie sprawiły, że potrafię świetnie „załatwiać sprawy”. Pracowałam „na standardzie” i potrafię obejść barykadę sekretarek. Fakt, że czasem brakuje mi słownictwa, mówię z akcentem i przez lata „proszona” byłam przez bardziej dowcipne koleżanki by „powiedzieć to inaczej, bo nie rozumiem co masz na myśli, kiedy mówisz po francusku” sprawił, że używam prostych zdań i słów, za to bardzo obrazowych. Podświadomie chcę, żeby każdy zrozumiał, co chcę powiedzieć.

A ponieważ aktualnie celem mojej pracy jest pozyskiwanie kontraktów, nie owijam w bawełnę i bezpośrednio proponuję współpracę, tam, gdzie moi „grzeczni i kulturalni” koledzy z konkurencji „sugerują, że może byśmy chcieli przemyśleć ewentualnie czy udałoby się nam na próbę wymienić dokumenty techniczne”.

Tak, moje Kochane, potraficie z pewnością cos, czego nie potrafi nikt inny.

Tylko trzeba aby wasz pracodawca lub przyszły klient się o tym przekonał.
Kiedy już WIESZ CZEGO CHCESZ, potrafisz ZGRABNIE WPISAC TO W PROFIL na LinkedIn, przechodzimy do trzeciego etapu – aktywność.
LinkedIn to nie Facebook, choć ostatnimi miesiącami zaczyna go przypominać. Tak. Zaprawdę powiadam Wam, podawanie rozwiązania kolejnego ciągu logicznego mija się z celem. Niegdyś były to zadania żywcem wyjęte z GMAT, czyli testów wstępnych do Business School, ale dzisiaj szczerze Wam to odradzam, to jest czysty spam. Większość osób widzi waszą działalność na LinkedIn i warto interesować się tym, co jest związane z naszymi zawodowymi zainteresowaniami i aspiracjami.

Przykład: szukasz klienta, który szuka tłumaczy?

Może w Twoim mieście odbywają się jakieś międzynarodowe targi, gdzie taki klient będzie potrzebował być w towarzystwie tłumacza? Zalajkuj reklamę targów. Rozmawiaj z ludźmi, którzy się na te targi wybierają. Zadawaj pytania. Ludzie lubią pomagać osobom nienachalnym i sympatycznym, może ktoś akurat zobaczy Twój żartobliwy lub sympatyczny komentarz pod jakimś postem, wejdzie na Twój profil i przekaże dalej ? (ok, ja tak robię ☺).
Szukaj grup branżowych, które skupiają osoby o podobnych zainteresowaniach. W takich grupach możesz spotkać przyszłego klienta lub pracodawcę. Możesz przyciągnąć uwagę na swoja osobę komentując jakiś artykuł lub zamieszczając link do ciekawego artykułu.
Korzystaj z funkcji „follow” jeżeli chodzi o firmy, z którymi chcesz współpracować, być może opublikują one ofertę pracy w sam raz dla Ciebie ?

Tu wracamy do punktu wyjścia – czego ja właściwie chcę? Bez szczerej i osobistej odpowiedzi na to pytanie: czego ja chce – nie Mąż, Rodzice, Społeczeństwo – JA – trudno jest skoncentrować się na znalezieniu pracy marzeń. Łatwo jest nam dać się zbić z drogi, zahukać i wmówić, że aby cos osiągnąć, potrzebujemy odpowiedniego doświadczenia, znajomości, dyplomu, aparycji…

Powodzenia!


Możecie poczytać więcej  o Agnieszce i jej życiu na blogu: Chatka baby jogi. Polubcie też fanpage na Facebooku i dajcie jej znać, że podobał wam się ten wpis!

Coś podobnego:

Podziel się:
  • Dziekuje Aniu 🙂

  • Madziak56

    W sumie bardzo przydatny artykuł branżą osobiście IT interesowałam się od dawna, zdobywałam doświadczenie najpierw sama, a potem na dorywczych pracach często takich, które zlecały mi znajomi jednak przejrzałam sobie stronę http://www.gowork.pl/praca/warszawa;l i udało mi się znaleźć bardzo dobrą firmę. Dziś jestem szcześliwa i polecam szukać pracy przez internet:)