5 lat bycia macochą – skargi, wnioski, zażalenia

Pierwszy raz w życiu chłopców pojawiłam się w 2012 roku. Na stałe, wraz z moimi klamotami, kotem i metodami wychowawczymi, wprowadziłam się w styczniu 2013. Co z tego wynika?

Macocha jak z bajki

Bałam się zostać macochą. Bałam się stać się znienawidzoną postacią z bajek, głównie dlatego że zielony kolor skóry średnio mi odpowiadał, a rogi zawsze psuły mi fryzurę. Jednak kiedy zaczynaliśmy nasze wspólne życie, musiałam na chwilę przejść, na czarną stronę mocy.

Na początku tylko obserwowałam proces wychowawczy, czekając aż się zacznie. Ale tu dochodziła dwunasta, dzieci w piżamach siedziały przed telewizorem i jadły czekoladowe płatki śniadaniowe. Trochę tak wytrzymałam, ale potem się odezwałam…

Proces odstawiania telewizora był nieco bolesny, szczególnie dla tego starszego. No trudno, było to poświęcenie, na które byłam gotowa.

Bariera językowa – zatrute jabłko?

Zapomniałam wam powiedzieć, że jak się wprowadziłam, to po francusku umiałam tylko zapytać, gdzie jest ktoś, kto mówi po angielsku. Taka zatem sytuacja: pojawia się nowa osoba w domu, z którą nie można się dogadać, bo ona nic z tego bełkotu nie rozumie. Fajnie się zaczyna, co?

W dodatku musiałam wtedy pisać swoją pracę magisterską, więc nauka języka zeszła na boczny tor. Pomimo różnych metod, które stosowałam, jedna była najbardziej skuteczna – kontakt z Synem Starszym. To on nauczył mnie francuskiego, pomógł przełamać barierę językową i cały czas mnie poprawia, kiedy mylę te wszystkie małe la le lesy.

Z Młodszym Synem nie miałam tego problemu, bo mówiłam do niego po polsku i całkiem spoko się dogadywaliśmy, ale w pewnym momencie przeszłam na francuski (kiepski pomysł). Dopiero teraz znowu staram się z nimi rozmawiać coraz więcej po polsku. Jak mnie zdenerwują, to zaczynam po polsku biadolić. Czyli jest coś we mnie ze Złej  Macochy.

Macocha przez wieki

Moi chłopcy nie pamiętają czasów, w których mnie nie było. Syn Starszy sam mi to niedawno wyznał. Za to pamięta, że co urodziny organizuję mu poszukiwanie skarbów, że oglądamy razem filmy i że to ja wprowadziłam go do świata Harrego Pottera (co, jak wiadomo, czyni mnie najważniejszą osobą w jego życiu).

Syn Młodszy strasznie dużo gada i jest teraz w takim wieku, że czekam aż z niego wyrośnie. 5-6 latki są trudne, chyba najtrudniejsze w zniesieniu. Czasami się nie lubimy, jesteśmy na siebie źli i nie chce nam się ze sobą gadać. To też jest potrzebne – i mi i jemu. A czasami razem gotujemy, gramy w gry czy sprzątamy.

Chłopcy są zupełnie różni. Nie, że od dziewczynek, ale w ogóle od siebie. To dwie kompletnie inne osoby, mają w sobie cechy, których nie lubię. ale też są rzeczy, które mnie zdumiewają. Jestem dumna z ich sukcesów, współczuję im trudnych chwil. Otwieram szampana, gdy po dwóch tygodniach wakacji wracają do swojej matki.

Nie piszę tutaj o roli Ojca Dzieciom, bo macocha to relacja między mną a dziećmi, jednak nie byłaby możliwa, gdyby on mi nie zaufał.

Piękna matka

Wspominałam już chyba tutaj, że po francusku macocha, to „la belle-mère”, czyli piękna matka. Chłopcy, a szczególnie Syn Starszy (a szczególnie, kiedy pozwalam mu grać na swoim laptopie w Harry’ego Pottera) często tak o mnie mówią. Mamy nawet swój hermetyczny żart, kiedy mowię o sobie: la plus belle-mère (najpiękniejsza matka), a oni mnie poprawiają, bo powinnam mówić: la plus belle belle-mère (najpiękniejsza macocha). Dobra, dobra. Ja tam swoje wiem.

Tworzymy rodzinę i bycie la belle-mère jest dla mnie tak samo naturalne jak bycie mamą. To są moi chłopcy i nie umiem o nich myśleć inaczej. Jeśli miałabym komuś udzielać rad w byciu macochą, to brzmiałyby tak:

Traktuj te dzieci jak ludzi – z szacunkiem do ich uczuć, potrzeb i osobowości, ale szanuj też siebie i nie zgadzaj się na coś, co ci nie odpowiada (ale mam tu na myśli bardziej agresję czy zabawy, które są na pograniczu tego, na co możesz sobie pozwolić, a nie fakt, że dzieci te istnieją i mieszkają z tobą w jednym domu). Pamiętaj, że te dzieci to przede wszystkim odpowiedzialność rodziców. 

Warto budować relacje z dziećmi, bo one są względnie małe bardzo krótko, ale bardzo dobrze pamiętają, kto je szczypał pod stołem, nawet jeśli są już dorosłymi ludźmi.


Inne wpisy o macoszyństwie możecie znaleźć klikając w tag: macocha.

Coś podobnego:

Podziel się:
  • Dorota Wernik

    Pięknie to ujęłaś. Chłopcy na pewno są szczęśliwi z taką macochą jak Ty.

    • Nie mają za bardzo wyboru, ale jeszcze z 5 lat zanim zaczną mi cokolwiek wypominać 😉

  • Justyna Borucka

    Jestem macochą od trzech lat i pod wszystkim się podpisuję 🙂

    • Szacun, bycie macochą to ciężkie zadanie. 🙂

  • Monika Sztorc

    mam taki sam staż w byciu macochą 🙂 tylko weszłam w ich życie jak miał 13 lat na dokładkę mój syn miał lat 8 a po 2 latach pojawił się wspólny też syn. i tak stalam się w krótkim czasie matką wielodzietnej rodziny. I powiem tak jest super nie mogę narzekać :):):)
    Teraz najstarszy syn ma 17 lat i przechodzi coś na kształt buntu. Mamy razem świetny kontakt ja na ten wiek oczywiście 🙂
    Wydaje mi się że wszystko zależy od rodzaju kontaktów z matką. U nas przebiegło to właściwie bezproblemowo bo pasierb ma praktycznie zerowe kontakty ze swoją mamą.
    Na chwilę obecną opierniczam wszystkich równo, stawiam wymagania i jestem upierdliwa (ale to mu sie podoba) a i focha też strzelę (jako jedyna kobieta w tym męskim towarzystwie)

    • Wow, zostać macochą nastolatka to dopiero jest wyczyn! Szczerze mówiąc boję się tego okresu nastoletniego, bo wiadomo, że może być różnie, od: jesteś moją najlepszą przyjaciółką, aż po – zrujnowałaś mi życie wredna krowo. A z drugiej strony, jestem niesamowicie ciekawa jacy mężczyźni wyrosną z tych fajnych chłopaków.
      Czasami też myślę tak że macocha, pasierb, czy nie – wszyscy tworzymy rodzinę i możemy na siebie liczyć. Nie wyobrażam sobie nie pomóc chłopakom, kiedy będą tego potrzebować. Trzymam kciuki za zbuntowanych, bo zaraz się okaże, że nie tylko ten najstarszy przechodzi trudny okres 🙂