Mężczyźni – słodkie ciamajdy.

Gdzie ona znowu schowała cukier?

Biedactwa. Zagubieni we własnych domach, przerażeni zawartością niekończących się labiryntów szafek, półek i schowków. Z lękiem otwierają kolejną szufladę i z miną odkrywcy dziwią się istnieniem rondla albo tym, że ktoś już wymyślił obieraczkę do jabłek. Zawsze zanim powiedzą do swoich partnerek: „Ale o co ci chodzi?”, zadają jeszcze pytanie: „Gdzie masz folię aluminiową?”.

Poczciwe gapcie, nie wiedzą jak sprać plamę z krwi ani gdzie ukrywamy przed nimi wszystkie te rzeczy, które czasem się pojawiają podczas sprzątania, a potem znikają. W reklamach, przekazach medialnych wielu jest takich mężczyzn, których pokazuje się jako niezdolnych do wykonywania prac domowych. A to dziecku nałoży body do góry nogami, a to posłodzi makaron, no słodka ciamajda, która nas wzrusza, sprawia, że czujemy się lepsze, potrzebne i zaradne. A jego nie poprosimy już więcej o ugotowanie obiadu, bo chociaż owszem, posiłek się pojawił i była to pizza kupiona za rogiem, to i tak kuchnia wygląda jakby w niej odbyły się przygotowania do wesela na 150 osób. Takie są obrazki z mężczyznami. To nie oni piorą brudne koszulki, tylko są wybawcami, którzy sfrustrowanym kobietom dostarczają super proszek! Ich życie nabiera barw i uśmiechają się, dopiero kiedy ta plama zejdzie z ubrania.

Zęby zaczynają mnie boleć, kiedy zagubiam się na forach internetowych dla kobiet, a tam zawsze pojawia się dyskusja o męskiej aktywności w domu. I nie mam na myśli wygniatania miejsca na kanapie czy operowania pilotem. Kobiety nazywają to „pomocą w domu”. Już wtedy szlag mnie trafia, bo pomaga się komuś, kto nie może sam tego zrobić. Nawet jeśli niektórzy mężczyźni angażują się w prace domowe, to nadal są bezpieczni, bo ich ego pozwala im pomóc niewieście w jej codziennych obowiązkach. Ale i tak tych „pomagających” to ze świecą szukać. Co jakiś czas przebrzmi silniejszy głos na forum, który echem rewolucji dudni po serwerach, że u nich w domu to jest podział obowiązków. Awatary patrzą z podziwem i lękiem na taką jednostkę, jednocześnie ze zrezygnowaniem opadają im cyfrowe ręce – jak to tak, chłop żeby się po kuchni kręcił.

Ci bezradni mężczyźni, nie zdolni do ogarnięcia własnego domu, potomstwa i prania w sytuacji innej niż awaryjna, są później pokazywani nam jako bohaterowie. Rekiny biznesu, tuzy intelektu, błyskotliwi wynalazcy czy dostarczyciele proszku do prania. Kiedy chodzi o pracę, już są wydolni, wydajni i nie gubią się w biurze, obijając od plastikowych ścian swoich boxów. Nie wycierają nosa krawatem, chyba że akurat ktoś ich wybrał na bardzo ważną funkcję reprezentacyjną i patrzy na nich pół cywilizowanego świata. Jakim cudem oni potrafią prowadzić samochód, skoro nie potrafią odnaleźć nożyczek we własnym domu? To mężczyźni to ofermy tylko w jednej kategorii życia? W tej życiowej? Dopiero jak nałożą wyprasowaną przez kobietę, zbroję koszulę to pojawia się w nich moc sprawcza i wtedy już mogą? No to niech sprzątają w koszulach, lenie!

Nie wszyscy mężczyźni są tacy, a nawet jakby byli, to ja uparłam się znaleźć takiego, który będzie kooperował na wszystkich płaszczyznach. Ojciec Dzieciom też często nie wie, gdzie co leży (też bym nie wiedziała, jakbym wszystko zostawiała gdzie popadnie), ale na szczęście dla nas obojga, nie pomaga mi w domu. Podział obowiązków nie jest u nas tylko na męskie i damskie, czyli na sprzątanie, pranie, odkurzanie, mycie podłóg i luster, wietrzenie, składanie prania, mycie naczyń (ja) i na strzepnięcie okruchów na podłogę (on). Dogadaliśmy się w kwestii tego, co kto lubi/woli robić i jakoś działa. A do tego, czego nikt nie chce robić, zmuszamy dzieci…   Niedługo do tego programu – Dom, w którym da się przejść – aktywnie zostaną włączeni pozostali członkowie naszej rodziny. Pracujemy nad kartą obowiązków domowych dla naszej trójki. Przyznacie sami, że dwie osoby, które sprzątają bałagan po pięciu, to robota głupiego. Szczególnie, że chłopcy niedawno wyznali mi, że Mama woli, żeby oni czytali książki, a nie zajmowali się sprzątaniem. Też bym wolała czytać książki niż sprzątać po kimś, ale cóż, rodzinę tworzymy wszyscy, mieszkamy razem i razem o nią dbamy. A to, czy ktoś jest chłopcem czy dziewczynką, nie ma najmniejszego znaczenia.

A jak to wygląda u was? Dzielicie się obowiązkami? Wasze dzieci mają jakieś swoje zadania? A może znacie ciekawe pomysły na wizualne tablice obowiązków dla całej rodziny? Napiszcie w komentarzach!


Będzie mi bardzo miło, jeśli docenisz moją pracę – możesz dołączyć do mnie na fanpage’u na Facebooku, polubić ten wpis i udostępnić go znajomym!

Coś podobnego:

Podziel się:
  • Olimpia

    A mnie wkurza jak słyszę, że ojcowie pomagają przy dzieciach. Zawsze wtedy mówię, że dzieci są tak samo meza jak i moje, a ja jakoś nie mówię, że pomagam mu przy dzieciach, bo nawet by mi do głowy takie sformułowanie nie przyszło. Nikt mnie nie znalazł na dworcu z dziećmi przy których trzeba mi pomóc. Ojciec powinien mieć taki sam wpływ na wychowanie, a nie pomagać matce…

    • Mam takie samo zdanie! Aż mi skóra cierpnie jak ktoś chwali Ojca Dzieciom, że mi pomaga. Przy własnych dzieciach mi pomaga, no ludzki pan. Bardzo mi się podoba metafora o dzieciach i dworcu <3