Mikołaj nie przychodzi do grzecznych dzieci

Zaczął się grudzień (jakby ktoś nie zauważył), a w związku z tym nasze obroty przyspieszyły. Turbodoładowanie kawą pozwala nam lepić uszka znacznie szybciej,  nasz mózg zderza się z taką ilością choinkowych światełek, że za chwile eksploduje, a jak jeszcze raz usłyszę „Let it snow” to oszaleję. Wielkie odliczanie do godziny zero, kiedy to umęczeni pędem w nieskończonym wirze usiądziemy do stołu i przez trzy kolejne dni będziemy tam siedzieć, otoczeni zgromadzonymi dobrami.

Można różnie pisać o świętach, różnie je nazywać albo nie nazywać ich wcale świętami. Bez znaczenia, czy celebrujemy święto słońca, bożego narodzenia, yule czy po prostu Tradycyjne Coroczne Spotkanie z Rodziną. Dla mnie to okres magiczny, mimo że tu gdzie spędzam grudzień śnieg rzadko pada, a choinki stoją ubrane już od połowy listopada i czekają na pierwszą gwiazdkę Marche de Noel, żeby wystrzelić migoczącymi diodami z każdej posesji i balkonu.

Moja ściana robocza obklejona jest pomysłami na prezenty, listami do świętego Mikołaja, listą rzeczy do zrobienia, spakowania i upieczenia. Jak co roku czytam sobie w tym czasie Dzieci z Bullerbyn, słucham zimowych piosenek i oglądam Ekspres Polarny na zmianę z Love Actually i Listami do M.

To stało się całkiem niedawno, pewnego wieczoru. Właśnie skończyłam ogarniać logistycznie część gwiazdkowych prezentów, przeglądałam kolejne. Ze słuchawek do mózgu sączyły się jakieś jazzowe świąteczne melodie. Pełna miłości do świata przeglądałam Facebooka i nagle jedno kliknięcie zniweczyło cały nastrój. Jeden link zmienił w sekundę wszystko, co sobie do tej pory ułożyłam w głowie. I stoi za tym jedna osoba, którą znam od przedszkola. Ona mi to zrobiła. Na swojej tablicy umieściła ten LINK, a ja w niego wlazłam, chociaż  przeczuwałam, co mnie tam spotka.

To Listy do Świętego Mikołaja- napisane przez dzieci, ale częściej przez dorosłych lub starsze rodzeństwo. Opowiadają smutne historie świąt w domach, do których nie przychodzi Mikołaj z workiem prezentów. Gdzie grzeczne dzieci nie dostają tego, na co cały rok czekały. Odkąd mam własne dzieci, takie historie mnie wzruszają, więc siedziałam, czytałam i płakałam. W końcu trafiłam na list mamy dziewczynki, która wymarzyła sobie konkretną zabawkę i powtarza, że skoro była grzeczna, to Mikołaj na pewno jej ją przyniesie. Ma rację, Mikołaj już pakuje ją na swoje sanie. Ale jest tych dziewczynek i chłopców jeszcze cała masa.

Można o tym myśleć cynicznie, można udawać, że dzieci, które pod choinką znajdą nic też jakoś przeżyją, ale ja nie umiem tak na to patrzeć.

Wejdźcie na stronę List do Świętego Mikołaja i sami bądźcie święci, jeśli możecie. Może stanie się to waszym świątecznym zwyczajem – całą rodziną przygotujecie paczkę od Mikołaja dla kogoś, kto na niego czeka.

Jak to działa?

Wybieracie sobie list, zgłaszacie się do organizacji i ustalacie szczegóły pomocy, której możecie udzielić. Prościej się nie da!

Santa-Claus-Pics-0415

Coś podobnego:

Podziel się:
  • Magda

    dobry pomysł. Zaprzęgam.

  • Ela

    Odkąd jestem mamą też płaczę nad takimi historiami. Dobrze, że są takie akcje.