Mój styczeń?

Jak na kogoś kto bardzo lubi pisać, nie bardzo mi to ostatnio wychodziło. 

Kiepskie początki stycznia

Liczne dramaty techniczne sprawiały, że najpierw wisiała nade mną groźba utraty bloga i całej jego zawartości, a potem myślałam, że jestem cwańsza niż jestem i obudziłam się pewnego dnia w świecie, w którym się okazało, że tylko mi się wydawało, że jestem jak Sherlock Holmes. A może właśnie wcale nie ? Wszak on też wykazywał tendencję do ignorowania najważniejszych faktów (np. istnienia Teorii Kopernikowskiej). I ja tak zignorowałam istnienie bazy danych mojego bloga, kiedy przenosiłam go na inny serwer i tym samym pewnego poranka dowiedziałam się, że kilka lat mojego wywnętrzania się jest już tylko wspomnieniem. No, chyba że zapłacę. Zapłaciłam, chociaż ból dupy będzie doskwierał mi jeszcze przez jakiś czas.

Co tymczasem robiłam, kiedy nie meldowałam się ani na blogu ani na Instagramie?

(Chociaż tam akurat próbowałam być w miarę aktywna).

Wróciłam z Polski, jak zwykle z całkiem nowym spojrzeniem na świat i na samą siebie. A potem rozpoczął się rok 2017, i z tej okazji podjęłam kilka bardzo ważnych dla mnie decyzji. O niektórych Wam opowiem, bo nie są to jakieś wielkie Przeprowadzam Się Do Londynu decyzje, ale takie małe.

Pamiętacie wpis o czipsach? Czipsy od zawsze były moim utrapieniem i tylko kilka razy udało mi się z nimi wygrać. Teraz jest jeden z takich moment

Zmieniłam też zupełnie swój plan dnia i zwyczaje. Przestałam wpadać w czarne dziury, które przenosiły mnie do innego wymiaru, a ja tam potrafiłam na okrągło zajmować się jedną czynnością. Jeśli coś pisałam, to dopóki nie skończyłam, jeśli czytałam, to od deski do deski, jeśli grałam, to tylko aż przeszłam całą grę. A jeśli zaczynałam oglądać nowy serial… no. To wiecie co się działo. Z wiekiem nauczyłam się nie zanurzać w te dziury tak głęboko, ale to ciągle nie było to, do czego dążyłam. W końcu dzięki kilku prostym sztuczkom, udało mi się zapanować nad wpadaniem z kopytami do studni bez dna.

Oprócz tego, wróciłam do regularnych treningów na siłowni. Zauważyłam wiele zmian w swoim ciele, chociaż ciągle niewiele zmieniło się na wadze (!).

Poukładanie mojego życia zajęło mi miesiąc, to akurat tyle, żeby wszystkie te zmiany, które wprowadziłam, mogły się przyjąć i lekko zagoić. Postaram się pisać nieco więcej, bo przede mną kilka ciekawych projektów. Jednym z nich jest utworzenie strony internetowej dla Polaków w Alzacji. O niej też wam niedługo opowiem.

To co, zaczynamy ten rok razem?

Coś podobnego:

Podziel się: