7 kwietnia 2017 aniversum 15Comment

Zarzuciłam czołg na ramię. Wywiesiłam białą flagę, zrobioną z gaci w rozmiarze XXL (no dobra, XXXXL). Z ręki z hukiem wypadł mi seler naciowy.

Jeśli czytacie mojego bloga od jakiegoś czasu, wiecie, że się odchudzam. Mówię o tym często, głośno i nie ukrywam, że jestem gruba i nie leży mi to. Jeśli wejdziecie w zakładkę na górze: ODCHUDZAM SIĘ, traficie na wszystko, co do tej pory napisałam o byciu grubą babą.

Przestałam walczyć

Odkąd zaczęłam leczenie, nie chciałam wykorzystywać tej narracji – walczę z chorobą, zmagam się z otyłością. Ja mam już dosyć walki i to nie dla tego, że marzę o kanapce z nutelli i głęboko smażonego boczku. Mam dosyć wydzierania sobie czegoś z samego środka mózgu. Szarpania się. Musu, przymusu, kieratu.

Poddałam się?

Jestem otyła całe życie. Odkąd pamiętam. Wiem dokładnie jak wygląda pole bitwy. Szczególnie tej przegranej. Moje ciało to głównie blizny, przypominające i o kolejnych porażkach. Weteranka przegranych walk.

Byłam na tej wojnie wielokrotnie, bo nigdy nie podpisałam ze swoim ciałem bardzo ważnego dokumentu.

Traktat pokojowy z własną dupą głową

Zdecydowałam się wyleczyć z otyłości, dopiero po rozmowach w bazie. Trwały ponad rok – ja i ja omawiałyśmy warunku pokoju, ograniczenia terytorialne, dopuszczalne i niedopuszczalne zachowania.

Efektem obrad jest moja nowa droga.

Bez przewrotu

Wspominałam we wpisie o wizycie u dietetyczki, że mój świat nie stanął na głowie od tej jednej rozmowy. Nie okazało się nagle, że mam czerpać energię z kosmosu i osmozy. Zmiany były kosmetyczne, precyzyjne. To skutek obrad, które odbyły się w moim łbie.

Może jestem już starawa, ale nie miałam ochoty spędzać życia w wiecznej deprywacji i frustracji – tego mi nie wolno, tego nie mogę, to muszę, czekolady nigdy więcej. Nie chciałam też słuchać tych bredni, że jestem za gruba, za jakaśtam, żeby iść na plażę, basen czy imprezę. Albo że sukienka to nie dla mnie.

„Mini w rozmiarze 54 powinno być zbrodnią przeciwko ludzkości”

To moje własne słowa. Ja to powiedziałam. Ja. Z 10 lat temu.

Mam ochotę sobie dać w łeb, tej sobie co to powiedziała. I jestem głęboko zaszokowana, że mój interlokutor mi nie dał. Chociaż już nie pamiętam komu taką mądrość sprzedałam.

Mój mózg przez wiele lat był prany w proszku z kolorowych czasopism, które mówiły mi, że nie tylko jestem gruba i beznadziejna, ale też brzydka, stara i głupia. Idealne kobiety zawsze perfekcyjnie dobierały dodatki, piekły pieczenie i wiedziały jak zdobyć, zatrzymać czy też znaleźć nowego – faceta.

Przez większość swojego nastoletniego życia chodziłam w szpilkach i nawróciłam się dopiero, jak zaszłam w ciążę.

Chodziłam, nie dlatego że chciałam, ale dlatego, że kobieta lepiej wygląda na obcasie, a już jak jest gruba, to musi. A ja nie chcę musieć.

Chrzanię musy

Nic już nie muszę.

Jestem, i ty też jesteś, wystarczająco dobra. Po prostu. 

Jesteś wystarczająco dobra, żeby zrobić to, co chcesz. Nie musisz zasługiwać, czekać aż schudniesz, zmądrzejesz, dorośniesz, zarobisz, osiągniesz.

Chcesz obciąć włosy, kupić białe spodnie, wyjechać za granicę – zrób to. Przestań czekać, zasługiwać. Zdobywaj. 

Chcę być zdrowa

Leczę się z otyłości. Ale nie walczę z nią. Bo w walce na noże, widły, słowa – zawsze obie strony są ranne. A ja już bez nienawiści chcę się ze sobą obchodzić. Z szacunkiem, miłością, troską.

Dlatego nawet jeśli jem czekoladę i prowadzę w tym temacie kreatywną księgowość w dzienniku diety (csiii…), to patrzę sobie w oczy bez wstydu.

Zadbam o siebie. Zrobię to, co chciałam, bez zastanawiania się, czy to wypada, powinnam albo  czy zasługuję.

Coś podobnego:

  • Agnieszka

    Trzymam kciuki za walkę bez walki. Polecam blog a może i kurs z Monika z dr lifestyle. Wiele porządkuje w głowie.

    • Dziękuję za wsparcie, to wiele znaczy, bo droga nie jest łatwa, A na bloga na pewno zajrzę (dr lifestyle brzmi super, aż żałuję, że sama na to nie wpadłam) 🙂

      • Agnieszka

        Zajrzyj koniecznie. Ma spora juz wiedze ale przede wszystkim zaczynac trzeba od podejscia, psychodietetyka rzadzi. Bez niej moze byc sukces a potem spektakullarne jojo.

        • Jo-jo to moje drugie imię. Tym razem zaufałam specjalistom, bo popełniać ciągle te same błędy to już trochę wstyd.

  • Powodzenia, ja Ci zawsze kibicuję 🙂

  • Jak tam postępy? Za mną juz ponad 30kg, sprężaj się 😉
    Jeszcze kilka lat temu wkurzałabym się, że chudnę tylko 0,4kg na tydzień… Ale czas i tak plynie. A ja mam Cheetosy ;D

    Tulam mocno, moja bliźniacza dupcio ;*

    • 30?!! MATKO! Za mną z 6 i to w bólach jakbym je rodziła a nie spalała. 🙂 Waga spada jakieś 2 kg miesięcznie, i jest to frustrujące ale udaję, że nie widzę.
      Trzymam kciuki i wow! 30 kilo! Musisz mi pokazać zdjęcia przed i po <3

      • Agnieszka

        2 kg miesiecznie frustrujace?????? Kochana to jest mega rezultat!!! pomnoz 2×12 miesiecy i w rok zniknac moze 24kg. Ja zawsze sobie powtarzam, nie w tydzien przytylas, nie w tydzien schudniesz. To nie ma byc kolejna dieta cud, juz 3x tak schudlam i co? I dupa. A teraz powolutku, bez stresu – od stresu sie tyje. I do przodu. Nawet 3tyg jak waga stala w miejscu mnie nie ruszyly, a dzis juhuuu spadek w koncu. Schudniecie nie jest celem, jest milym efektem docelowym zmiany sposoby podejscia do jedzenia.

        • Podoba mi się twój komentarz, szkoda, że tak późno go zobaczyłam! 🙂

          • Agnieszka

            Lepiej późno niż wcale!!!

  • Bardzo się cieszę, że zmieniasz podejście! Trzymam kciuki za dalsze pozytywne zmiany, zwłaszcza te w głowie, bo to one są najważniejsze. 🙂

    • Też tak uważam, że bez zmiany w głowie, nawet jeśli ciało się zmieni to będzie trudno się odnaleźć.
      Dziękuję ci za wsparcie, to bardzo cenne 🙂

  • Fajnie o tym pisała Aneta Pawlik. Intuicyjne jedzenie. Skupienie na tym co mogę zamiast co nie mogę.
    Osiągniesz swój cel. Wierzę w to!

  • Pingback: Dobre rzeczy z internetów – Konfabulacje – na przypale dookoła świata()