TEGO się nie spodziewasz podczas odchudzania!

Po tylu latach diet, ćwiczeń i wyrzeczeń mogłabym być ekspertką od odchudzania. A właściwie specjalistką od niechudnięcia.

Nie jestem już w stanie zliczyć moich niezgubionych kilogramów, które to przez lata obrosły mnie i razem ze mną toczą tworzą historię.

Zabawna rzecz, z grubymi ludźmi – nadwaga czy też otyłość, jest dość widoczna na pierwszy rzut oka, o ile oko zostanie rzucone w okolicy brzucha, bioder czy trzeciego podbródka (zapewniam was, że są takie ujęcia, na których nawet Angelina Jolie ma dwa!). Mimo to nadal spotykam wielu ludzi, którzy czują się w obowiązku powiedzieć mi, że jestem gruba.

I co ja mam wtedy zrobić? Klasyczny numer z rajstopami, którego nauczyła mnie moja ciocia? *

*Z mądrości cioci M.: Kiedy na rajstopach pojawiło się oczko i masz świadomość jego istnienia (lub z premedytacją założyłaś ostatnie dziurawe rajstopy, bo były… no ostatnie) – kiedy ktoś powie ci: 

– O, oczko ci poszło! 

Jedyną słuszną drogą reagowania jest spojrzenie na nogę przeciwną od tej z pojszniętym oczkiem, żeby uniknąć faux-pas, że się wie o dziurze a jednak nadal nie przejawia inicjatywy w celu jej ukrycia)

Ja mam wtedy z takim zdumieniem przejrzeć się w najbliższym lustrze, złapać za brzuch i z rozpaczą zawołać:

– Jak to się tu znalazło?!

Prawdę powiedziawszy, podziwiam tych, którzy sobie takie uwagi o tym, że są grubi, wzięli do serca i schudli. Żeby nie razić ogółu. Bo kiedy mi ktoś mówi, że jestem gruba, to on jeszcze dobrze nie kończy zdania a już go nie ma w moim życiu. Ja świetnie wiem, że jestem gruba. Całe życie byłam i pracuję nad  tym, prawie tak ciężko, jak ciężka jest moja dupa, żeby grubą nie być. Moi bliscy o tym wiedzą, więc nikt mi nie startuje z takimi tekstami, a jeśli ktoś nowo poznany porwie się na takie komentarze, to cóż. Selekcja wstępna.

Jak wiecie, bo często o tym mówię – odchudzam się. A właściwie leczę się z otyłości, pod opieką lekarzy i dietetyka. Pierwszy raz do dietetyka poszłam w marcu, wczoraj poszłam ostatni. Kończy się pewien etap mojego leczenia.

W ciągu ostatnich czterech miesięcy stała się rzecz, której po tych wizytach się nie spodziewałam.

Nie schudłam.

No tego to się naprawdę nie spodziewałam. Bo kto normalny nie chudnie odchudzając się? I nawet tak bardzo nie oszukiwałam, prowadziłam zbilansowaną dietę (tj. z czekoladą w każdej dłoni), uprawiałam sporty (brydż na przykład), piłam wodę – a nie schudłam. To znaczy schudłam, ale ledwie połowę tego, co powinnam. Dietetyczka załamała ręce, podpisała kwit i jeszcze raz przetarła oczy.

Szczególnie ostatnia wizyta mnie mocno zdołowała, bo już poprzednim razem nie schudłam, a powinnam była. Umówiłyśmy się na minus dwa kilo. Fitnesy, spacery, rowery, nawet oglądanie Słodkich Kłamstewek (bo to też jest męczarnia w końcu!), wchadzam na wagę, a tam standardowe:

– Ekhm, ekhm, skrajny niedowzrost. 

Dietetyczka, kobieta chuda jak trzcina, pyta mnie:

– Ale może pani puchnie? W te upały wszyscy puchną.

– Ja mam tę opuchliznę od wczesnego dzieciństwa – żalę się na swój ciężki (nomen omen) los ( i zad).

– W sensie, czy nogi i palce pani nie puchną?

– Ciężko (hehe) stwierdzić.

No nicto, trzeba cisnąć dalej.

Tymczasem wracam do domu z chęcią wsadzenia mordy w czekoladę mordu na czekoladzie. Albo najlepiej na lodach. Albo może być jogurt albo ogórki.

No COŚ bym zjadła.

To mi dało do myślenia, bo potrzeba zjedzenia CZEGOŚ pojawia się u mnie jedynie sporadycznie, zwykle kiedy:

• nudzi mi się

• mam masę spraw do zrobienia

• stresuję się

• oglądam serial

• jestem smutna

• jestem wesoła

• będę miała okres

• miałam okres

• mam okres

Sami widzicie, coś było na rzeczy. W końcu odnajduję stopy i oglądam. Poza sygnałami, że czas już na nowe pedikiury, stwierdzam, że zadziwiająco mi przytyły jak na 3 miesiące bez zmiany na wadze. Czyli to tak wygląda opuchlizna. I w dodatku dostałam okres.

Wiesz co jest najgorsze? Że pewnie za tydzień, jak mi to zejdzie, to znowu będę ważyła mniej niż u dietetyczki, ale już do niej nie wracam, więc nigdy się nie dowiemy, czy chudnę czy nie chudnę na tym odchudzaniu.

Wierzę natomiast, że chudnę i że za rok o tej porze, będę pisała tutaj rzeczy w stylu: Nie nadążam z kupowaniem ciuchów oraz Jak oderwać wzrok od własnych łydek.

 


Trzymaj kciuki, nie ma nic bardziej motywującego do omijania lodów (nawet tych włoskich, w centrum Strasbourga) niż ktoś, kto w ciebie wierzy!

Ludzie mają siłę.

Dołącz do mnie na Facebooku i podglądaj na Instagramie jak robię wszystko (np. szlifuję meble!).

Coś podobnego:

Podziel się:
  • Bardzo fajnie piszesz. Ż dystansem do siebie i fajnym językiem.

    • Dzięki Ania! Każde takie słowa to dla mnie radość, jakbym schudła z kilogram!

  • Ej, to może przestań z tym walczyć? Może po prostu zmiana kilku małych nawyków na początek, bez ciśnienia? Co to, każdy musi być chudy czy co? No chyba że chodzi o zdrowie… ale tego też się za jednym zamachem nie zrobi… 😉 Uwielbiam Twoje pisanie. Uwielbiam. Napisz książkę.

    • Dzięki Agata! Piszę piszę!
      Co do zmiany nawyków, ja już nawet nie bardzo mam co zmieniać. Moja dietetyczka powiedziała, że ona już nic nie poradzi. Na szczęście, dwa dni później okazało się, gdzie jest pies pogrzebany. Wpis o tym pojawi się pod koniec tygodnia 🙂

  • Buehehehhe. Ja zauważyłam, że gdy staram się „być na diecie” to tyje. W najlepszym wypadku nie chudne. A gdy tylko nie wchodzę na wagę przez miesiąc, bo mam to w grubym zadzie, to ona litosciwie pokazuje -4 lub nawet -5. Boi się, że ją sprzedam, czy co?

  • Pingback: Tyję bo śpię - cała prawda o bezdechu sennym | aniversum()