Odpowiedzi?

Życie samo z siebie generuje wiele pytań. Czasami są  one trywialne:

– W co się dziś ubrać? 

A czasami kluczowe, jak to zadane przez załogę Titanica:

– Skąd się wzięła cała ta woda?!

Są też takie pytania, których sobie nie zadawaliśmy. I moje macierzyństwo obficie wyposaża mnie w bagaż odpowiedzi.

Przez przeszło siedem miesięcy dowiedziałam się już między innymi:

–  Co się stanie, jeśli dziecko zrobi kupę na siedząco. 

Naprawdę nie chciałam tego wiedzieć. NIGDY. Ani też nie chciałam kąpać córki o świcie. Ani prać prześcieradła. A potem i pościeli. A potem kąpać siebie, kiedy okazało się, że przetarcie czoła nie było najlepszym pomysłem tego sezonu. 

Mgnienie oka to wystarczająco dużo czasu, żeby wsadzić rękę do miski z tartą marchewką (ugotowaną!), następnie tą ręką dotknąć do oka, nosa i ucha, a potem wylać pomarańczową paćkę na stół i radośnie poklepać. Dla lepszego efektu zapewne. 

I nie ma znaczenia, jak daleko postawicie miseczkę. 

– W kwestii mgnień oka – magia spania. Zasypiasz na pięć minut, a budzisz się po trzech godzinach. Niestety ciało się tak szybko nie regeneruje. 

– Niemowlakom (a przynajmniej mojej córce) towarzyszy przenośna Czarna Dziura, która służy do pochłaniania smoczków. Zwykle ciąży też nad nami jakieś Nieznane Prawo Murphy’ego, mówiące: Prawdopodobieństwo znalezienia smoczka jest odwrotnie proporcjonalne do natężenia ryku (głównie nocnego). 

Niektóre smoczki nigdy się nie odnalazły… Ani pod łóżkiem, ani pod szafą. Boję się,  że kiedyś powrócą…

Są też pytania, które wygenerował we mnie Autor mojego dziecka. Zwykle mają one swój rytm dzienny i zaczynają się na:  – Czy domknięcie szuflady ze skarpetami przewyższa jego możliwości?, a kończą się na: – Dlaczego on myśli, że pasta do zębów zakręca się sama? 

Ale to tylko przystawka tego, do czego Autor potrafi mnie zainspirować…

Coś podobnego:

Podziel się: