Jak odwołać ślub w ostatniej chwili?

Pomyślałby ktoś, że najważniejszym elementem na drodze do małżeństwa jest uświadomienie facetowi, że chce się z nami ożenić.

– Ha ha! – zaśmiałby się ktoś inny. Kpiąco.

Oświadczyny

Kluczową decyzją, jest powiedzenie „niech będzie”, w przypadku pierwszych moich oświadczyn.

Albo: „że co?” – w przypadku drugich.

Czy też w końcu: „zróbmy to!” – jak to miało miejsce podczas oświadczyn numer trzy.

Nie zarzekam się, że jeszcze kogoś nie poniesie fantazja i nie wpadnie na szalony pomysł oświadczenia mi się po raz ponowny. Tylko uprzedzam, co następuje później, jakbyście sobie wyobrażali, że jest to zachód słońca i wy zmierzacie w jego kierunku, trzymając się za ręce. Otóż nie.

Trafiają się takie egzemplarze mężczyzn, którzy niby się oświadczyli, ale wymownie milczą na temat daty ślubu.

Zdarzają się też tacy, co nie mogą się w tym temacie uspokoić i po prostu dać sobie na wstrzymanie. Zamiast tego planują kwartety smyczkowe, kolor serwetek i całe wasze wspólne życie. No i są też tacy, którzy znajdują się gdzieś pomiędzy i na początku zapomną, że się oświadczyli, ale jak tylko rzucicie w nich pierścionkiem i zatrzasną się za wami drzwi, od razu sobie przypominają o wszystkim.

Jeśli jakimś nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, wychodzisz za cudzoziemca, który nie mówi po polsku, a ty zamroczona wizją wspaniałego dnia, zgodzisz się, żeby właśnie tam odbyła się cała ta impreza… ten wpis jest dla ciebie. W dalszej jego części pomogę ci się z tego wszystkiego wykręcić, niezależnie od stopnia zaawansowania przygotowań.

Jeśli akurat nie wychodzisz za mąż (albo za żon) i generalnie temat ślubu mało cię obchodzi, to i tak poczytaj, bo jak zwykle będę pisała same banialuki interesujące rzeczy.

Byłam taka naiwna

Sądziłam, że skoro wybraliśmy datę, zaklepaliśmy salę i udało nam się prawie bezboleśnie wyjść z pojedynku z USC, to w sumie reszta dzieje się już sama. O słodka naiwności, miałam rację tylko w połowie.

Kluczowe jest słowo „sama” i trzeba się go nauczyć, bo to właśnie ty sama będziesz to wszystko ogarniać. Od koloru kwiatów, przez kolor dekoracji, po menu, dzwonienie po orkiestrach, fotografach, makijażystkach, sukiennistkach. Sama też będziesz odpowiadała na miliardy pytań, że dlaczego zaproszenia są czarne, na przykład.

Im bliżej tego wielkiego dnia, tym więcej decyzji trzeba podjąć.

I niby wiem, że to Nasz Wielki Dzień, ale ja bym chciała, żeby pewne sprawy rozwiązały się same. Najlepiej bez mojego udziału. Do mojego (naszego!) ślubu został jeszcze tydzień, a ja zamiast obmyślać jak sprytnie wykonać księgę gości, zaczęłam się zastanawiać, jakby tutaj zorganizować sobie ucieczkę sprzed ołtarza.

Co może być trudne w przypadku braku ołtarza.

Przyznaję, na tak daleko posuniętym etapie ślubnego opętania trudno jest wymyślić sensowną wymówkę. Podpowiadam zatem wszystkim tym, które stoją jeszcze po tej drugiej stronie pytania „Czy będziesz mi prała gacie do końca życia” „Czy zostaniesz moją żoną”: 

Powiedz: – Nie, dziękuję!

Może nie jest to idealne rozwiązanie, bo jeśli akurat polubiłyśmy tego faceta, to może się okazać, że ta relacja ulegnie pewnemu rozluźnieniu, jak na przykład on już nigdy się do was nie odezwie. Ale są też dobre strony: nie trzeba będzie udawać, że się odchudza do sukni ślubnej, nie trzeba będzie tej sukni mierzyć, wybierać, a potem każdemu tłumaczyć, dlaczego nie jest inna. Plus ogromna oszczędność – zaoszczędzone dobra można przeznaczyć na podróż marzeń! Albo pralkę. Albo odkurzacz, co sam odkurza.

Jeśli jednak stało się, klamka zapadła, nieopatrznie wzruszyłaś się, w tle leciał Bruno Mars i nie wiesz co w ciebie wstąpiło, ale powiedziałaś łamiącym się głosem: Tak, oczywiście.

Cóż, jeszcze nie jest za późno, żeby to wszystko odkręcić.

Jeśli facet jest z gatunku tych zapominalskich, po prostu cierpliwie czekaj. Milcz i licz, że w jego mózgu nie istnieje bezpośrednie połączenie między oświadczynami a ślubem. Odczekaj strategicznie kilka miesięcy, a potem obraź się na niego, że nie podjął inicjatywy, rzuć pierścionkiem, wyprowadź się do rodziców, przestań odbierać telefony. Potem daj się przeprosić ( to już według uznania), ale brak chęci na ślub tłumacz świeżo nabytym urazem. Nawet najprościej skonstruowany rozum jest w stanie to pojąć, więc możesz spokojnie cieszyć się nowo odzyskaną wolnością.

Data ślubu została przypieczętowana wpłatą zaliczki

Szybko przelicz ile par butów/kaw/biletów do kina/wyjazdów do Turcji byś sobie za to kupiła. I odżałuj.

Co prawda obmyśliłabym jakiś plan emigracji, zanim to zakomunikujecie swojemu niedoszłemu mężowi. Jest to już level: hard. Musisz być przygotowana na dwie rzeczy, które mimo wszystko, mogą być pewnym zaskoczeniem: prawdopodobnie chłop już się do ciebie nie odezwie (czyli nie wyjdziesz za mąż) oraz stracisz trochę kasy. Ale nie przejmuj się, przecież może być gorzej.

Goście zaproszeni, suknia kupiona, do ślubu został tydzień.

Nagle okazuje się, że na koniec czasu zostało jeszcze mnóstwo decyzji do podjęcia i to ty musisz je podjąć. To ty musisz wiedzieć „Jak to wszystko będzie wyglądało?”. Jeśli nawet w najgorszych koszmarach nikt do ciebie nie wydzwaniał, żeby zapytać jakie kwiatki w bukiecie, czy kupiłaś już sobie modelujące, wyszczuplające i odcinające krążenie galoty, czy włosy spięte, obcięte czy rozpuszczone, czy makijaż już umówiłaś, a sztuczny uśmiech skąd weźmiesz, to wiedz, że właśnie to będzie twoją rzeczywistością.

Kiedy stwierdzisz, że nie na to się umawiałaś, nie tak to sobie wyobrażałaś i w ogóle, co ty sobie myślałaś, kiedy nieopatrznie powiedziałaś: „Tak, oczywiście” ( to wszystko przez tego Bruno Marsa!) – masz jeszcze kilka opcji!

Dobra druhna to połowa sukcesu sprawnej ucieczki

O ile nie władowałaś się w coś o wiele gorszego niż pranie gaci do końca życia i twoją druhną nie jest siostra twojego przyszłego męża, tylko twoja osobista przyjaciółka, możesz liczyć na to, że pomoże ci przynajmniej ukraść konia. Zła druhna myśli, że jej obowiązkiem jest dostarczenie cię przed oblicze urzędnika USC w stanie niezdradzającym braku poczytalności. Dobra druhna wie, kiedy powiedzieć:

– Dobra, wiejemy?

Kiedy zniknięcie bez słowa nie wchodzi w grę, jest jeszcze numer stary jak świat. Klasyk wśród ślubnych historii.

Ucieczka sprzed ołtarza/orła.

Żeby upewnić się, że zostawisz po sobie swąd palących się ze wstydu twarzy twoich rodziców i dziadków, kilka złamanych serc i zwichniętych żuchw (żuchiew?), odczekaj do kluczowego momentu całej ceremonii, podrap się w czoło i powiedz spokojnie:

– Tak naprawdę, to nie. Sorry.

A potem wznieść toast na swoją cześć i rozpocznij życie jako Kobieta Wyjęta Spod Prawa Do Traktowania Jej Poważnie.

Ale nie przejmuj się. Ludzie mają krótką pamięć, skoro PiS jest u władzy i nie jest to pierwszy raz w historii. Dla ciebie też jest nadzieja. Najważniejsze, że nie musisz się rozwodzić, bo to kosztowna jest operacja i mało daje satysfakcji (nie ma prezentów, a przyjęcia z okazji rozwodów wciąż są niepopularne).


Tak naprawdę to wiecie, że żartuję, prawda? Raczej mAm w planach wyjść za Ten mąż w przyszłym tygodniU. Trzymajcie za Nas KciUki.

Zaglądajcie na Instagramowe Insta Stories, jak odzyskam czucie w mózgu to będę się tam odzywać.

Coś podobnego:

Podziel się:
  • Znow sie ubawilam do łez. I… odczytałam komunikat zarowno ten pierwszy jak i drugi. Ratowac nie bede bo sama sobie poradzisz :-p Boska jestes. Szczescia! Oby jak najszybciej bylo to juz za Toba 🙂 <3

  • Poradzisz sobie. Powodzenia. Choć przyznaje ze znów wywołałas uśmiech na mojej twarzy.

  • Agnieszka

    Ha ha ha będzie dobrze. Wierzę w to. Ja 18 lat temu nie uciekłam i wciąż jeszcze nie żałuję.

  • Zrobiłaś mi dzień tym wpisem, serio! Dawno się tak nie uśmiałam przed pracą 🙂 Życzę powodzenia i szczęścia, i wielu wypadów do Turcji, ha ha! <3

  • Pingback: Kryzys powakacyjny - gdy nie wiadomo za co się złapać | aniversum()