Opieka naprzemienna (styl włoski)

W radio usłyszałam spot kampanii społecznej, poruszającej kwestię dzieci rozwodników. Mianowicie traktuje, iż dziecko po rozwodzie rodziców ma takie samo prawo do kontaktów z drugim rodzicem.

Nie chcę tutaj wchodzić w tematy rodzin z problemami przemocy, nadużywania alkoholu/narkotyków. Strońmy od ekstremum. Będę też używała terminu „rodzic”, żeby nie iść na skróty myśleniem „mama jest bardziej potrzebna niż tato”. 

Problem „i co teraz z dziećmi” znam doskonale z własnego podwórka. Zdarza się tak, że ludzie się rozstają (nie, nie można ukraść „ojca”, to nie rower) (rowerów też nie powinno się kraść!), zdarza się,  że rozstają się ludzie, którzy mają dzieci. Podkreślam: rozstają się ludzie, którzy mają dzieci. Nie: rozstają się z dziećmi.

  Wiadomo też, że „różnie w życiu bywa”, atmosfera rozwodu/ rozstania, nie sprzyja spokojnym, pokojowym negocjacjom. Każda sytuacja jest inna.

W naszej rodzinie krajobraz rozwodu też nie przypominał łabędzi na tle tęczy. Samą wiadomość o rozwodzie Syn Starszy przyjął następująco:

– Super, teraz będę miał dwa domy, jak Theo!

Dopiero po pewnym czasie pojął, jak będzie wyglądało jego życie. Syn Młodszy, był zdecydowanie za młody, żeby pamiętać całą sytuację. Chłopcy zostali z Matką, ojciec płacił alimenty, a w tym pakiecie dostał co drugi weekend i jeden wieczór w tygodniu z dziećmi. Ojciec Dzieciom mieszkał niedaleko, więc co wieczór przychodził do chłopców, położyć ich spać.

Sam rozwód przebiegł bez awantur, krzyków i żali, co na pewno pomogło rodzicom spokojnie rozmawiać o dzieciach. Nie będę ukrywała, że bardzo lobbowałam „opiekę naprzemienną”.  Nie tylko jako macocha, matka ich siostry, ale też jako psycholog. Gdy w tym czasie szukałam w internecie informacji na temat opieki naprzemiennej, dowiadywałam się, że „nie sprzyja budowaniu bezpieczeństwa i tożsamości„, że doprowadza dzieci do „zaburzeń emocjonalnych„. Co chwilę łapałam się za głowę – nawet na zdrowy rozsądek – co za brednie!

Wiecie co nie budzi poczucia bezpieczeństwa u dziecka? Brak kontaktu z rodzicem.

Co sobie myśli taki młody człowiek?

Mój rodzic mnie nie kocha, zostawił mnie. Nie chce mnie znać. 

Wbrew pozorom, dziecko nie potrzebuje jednego łóżka, jednej piżamy, jednego pokoju. Ono potrzebuje po pierwsze: miłości i uwagi. Łóżko, piżama, pokój, zabawki – to wszystko to, czym okazujemy dziecku troskę, jest tylko otoczką. Gdyby to chodziło o miejsce, to każda przeprowadzka kończyła by się na kozetce.

Nasi chłopcy mają u nas pokój, ubrania, zabawki, łóżka. Ale zabierając ich do Polski na wakacje czy święta, nie niszczymy ich tożsamości. Są z nami. Ze swoją rodziną.

Po roku zmieniliśmy zasady opiekowania się dziećmi na stałe. Do rozwodu został dopisany specjalny aneks. W sądzie prawnicy łapali się za głowę, co też wydziwiamy. Małe dzieci powinny być z matką, ojciec powinien finansowo ich wspierać, najlepiej bez wtrącania się. A co ich tak zdziwiło? Opieka naprzemienna na wzór włoski, czyli poniedziałek, wtorek – u nas, środa, czwartek – u mamy, weekend – u nas. A kolejny tydzień – na odwrót.

Prawnik skomentował to sarkastycznym: Szkoda, że się posiłkami nie podzielili. 

Dlaczego wzór włoski a nie skandynawski (tydzień-tydzień)?

Żeby chłopcy nie tracili kontaktu z rodzicem. Dziecko potrzebuje wiedzieć, że oboje się o niego troszczą, obojgu na nim zależy. Niektóre sprawy chce omówić z jednym z rodziców, inne z obojgiem. Zależało mi też, żeby chłopcy nie wypadali kompletnie z naszego rytmu. W domu ich mamy panują inne zasady, u nas inne. To oczywiste. Im bardziej przyzwyczają się do jednych, tym trudniej będzie dla nich przestawić się na inne.

Chłopcy radzą sobie świetnie. Trzyletni Syn Młodszy umie się sam ubrać i rozebrać, sam się wykąpie (włącznie z myciem głowy), sprząta po sobie ze stołu, sam je nożem i widelcem, Obaj sprzątają zabawki po zabawie. Syn Starszy ścieli łóżka (swoje i brata). Bawią się z siostrą. To mądre, wesołe dzieci. Przede wszystkim: kochane.

Mam nadzieję, że nigdy nie powiedzą (tak, jak mówi czasem Ojciec Dzieciom), że:

Ojciec się nami nie interesował, czasami nie widzieliśmy go przez pół roku.

Zapomniał o nas, zajmował się tylko swoją nową rodziną.

Rodzice powinni walczyć o opiekę naprzemienną. W Polsce ponad 90% rozwodów kończy się przyznaniem opieki nad dziećmi matce. Kobiety lubią być bohaterkami, ale nie ma w tym nic heroicznego (ciągle nie mówię o sytuacjach ekstremalnych). Po latach dziecko zamiast być wdzięczne matce, że tak wspaniale je wychowała, powie: utrudniałaś mi kontakt z ojcem. 

Dziecko nie jest własnością rodzica dokładnie w taki sam sposób, jak jeden partner nie jest własnością drugiego. Dziecko potrzebuje rodziców, nawet jeśli oni nie potrzebują już siebie nawzajem. Dlatego należy zrobić wszystko co możliwe, żeby miało ono stałe dostawy miłości z dwóch nieskończonych źródeł. To wcale nie jest łatwe, tak się porozumieć po rozstaniu i wychowywać dziecko wspólnie, ale to jest prawdziwy heroizm. A ja jestem dumna z Ojca Dzieciom, Matki Chłopców i siebie, że daliśmy radę.

Bez tego Syn Starszy nie narysowałby na koszulce Emmy (specjalnymi mazakami) obrazka, o którym powiedział:

– To ty i tata, a pod spodem napisałem „Miłość aż do śmierci”.

Linki:

Na pomoc rodzinie. 

Fakty i mity o opiece naprzemiennej. 

Coś podobnego:

Podziel się: