Suknia ślubna dla grubej baby, czyli ślub plus-size.

Chociaż w sierpniu podpisaliśmy PACS, czyli formalny związek partnerski, zamarzyło nam się dołączyć do kolekcji jeszcze jeden papier. Nie jest on co prawda tak istotny jak wspólny kredyt hipoteczny, bo łatwiej go unieważnić, a jego jedyną konsekwencją jest bardzo droga impreza. A impreza to fajny pretekst, żeby kupić sobie nowe buty. I torebkę. I sukienkę. I cycki.

Jak to u mnie – wszystko w rozmiarze plus size.

Suknia ślubna plus size. Plus czyli w sumie ile?

Zależy w jakim sklepie postanowię się ubrać, mój rozmiar waha się od „Czego pani tu szuka” do francuskiego 56, który w Niemczech jest 54. A wszystko i tak jest szyte w Chinach. Nie mniej jednak, kiedy myślę, że już wejdę tylko w pokrowiec na Dużego Fiata, okazuje się, że 56 z asos.com jest na mnie sporo za duże. Metodą prób i błędów ustaliłam, że 52 będzie na mnie dobre za cztery do czternastu tygodni.

suknia ślubna asos

(Lewa, prawa)

Gdzie kupić suknię ślubną plus size?

Szczególnie, jeśli na widok tiulu i koronek dostajemy wysypki na rękach i w okolicy portfela. Oceniłam swoje szanse na posiadanie nóg po szyję i talii osy i stwierdziłam, że jednak w kwestii sukni na swój własny ślub postawię na coś, w czym będę się czuła jak ja. Czyli będzie mi niewygodnie i rajstopy mi się będą podwijać. To chyba nie jest dobre porównanie. Szukałam czegoś eleganckiego, acz skromnego. Bo i całe przedsięwzięcie będzie proste, skromne i… zwykłe?

Postawiłam na sklepy internetowe, a wśród nich wygrywa jak na razie Asos, ale możecie poszukać szczęścia też na przykład na Zalando.

Warto też sprawdzić sukienki takich marek jak Chi Chi czy Little Mistress, które mają swoje linie w większych rozmiarach. Proponują modne fasony, fajnie wykonane i w niczym nie przypominają babcinych workowatych namiotów w kropki, które często możemy znaleźć w lokalnych sklepach pod szyldami „Puszysta Pani” czy „Gruba Baba”. Do tradycyjnych salonów sukien ślubnych nie wchodziłam, bo mam bardzo złe wspomnienia  z procesu szycia mojej sukienki studniówkowej, która okazała się być zupełnie czymś innym niż ustalałyśmy. Jeśli macie jakieś doświadczenia z prawdziwym plus-size, dajcie znać. Mówię „prawdziwym”  bo w ślubnym przemyśle często okazuje się, że rozmiar 40 już Tłusta Panna Młoda. A ja uważam, że każdy powinien mieć możliwość czuć się dobrze tego wyjątkowego dnia i niekoniecznie musi wbić się w gorsecik z numerem 36.

suknia ślubna

(Lewa sukienka tu, prawa tutaj)

Na co zwrócić uwagę kupując suknię ślubną przez internet?

Ponieważ ja nie szukałam typowej sukni ślubnej, z wielkim białym welonem i mnóstwem warstw bitej śmietany, zwracałam uwagę na zupełnie inne rzeczy.

Pokażę wam kilka moich typów, a wszystkie moje ślubne inspiracje możecie zobaczyć na mojej tablicy na Pintereście, o tutaj.

Po pierwsze primo – rozmiarówka

O tym, że od momentu kupna sukni do momentu kluczowego jej przeznaczenia może minąć dużo czasu i czekolady każdy wie. Ale też zawsze jest nadzieja, że się dochudnie. I ja taką nadzieję miałam, jak pierwszy raz mierzyłam suknię ślubną, którą sobie zamówiłam z włoskiego (!) asosa. Była ciasnawa, ale pomyślałam, że na pewno to opuchlizna, że moje ciało magazynuje wodę, bo przygotowuje się do pięcioletniego oblężenia, że może po prostu za głęboko wciągnęłam powietrze. Sześć tygodni diety później – sukienka nadal była jakaś ciasnawa. Dla bezpieczeństwa sprawdziłam metkę. A tam czekała na mnie niespodzianka – moja sukienka jest 2 rozmiary ZA MAŁA. Włoskie 56 to europejskie 52. Pokornie przeszłam do szukania kolejnej kreacji, a tamtą chętnie odsprzedam, jakby ktoś chciał 🙂

Także ten, patrzcie na rozmiary.

suknia ślubna asos

(lewa, prawa)

Po drugie primo – długość

Na Asosie podana jest informacja, jak wysoka jest modelka ze zdjęcia i jaki rozmiar ma na sobie. Patrzcie na to, bo te modelki są często bardzo wysokie. A ja przeciwnie, jestem raczej szersza niż wyższa i sukienka, która na zdjęciu sięgała delikwentce do kolana, u mnie kończyła się gdzieś nad kostkami. Ekhm.

asos curve

(lewa, prawa)

Po trzecie – fason

Teraz modne są sukienki, które mają albo element chokerów, czyli naszyjnika/obroży przylegającej do szyi, albo takie, które zaczynają się na ramionach. Nie tyle cold-shoulder co kompletnie off-shoulder. O ile uważam, że każdy ma prawo nosić co mu się podoba i niech sobie w tym wygląda jak chce, tak oba te fasony zdecydowanie powiedziały, że są ze mną niekompatybilne. Zarówno pas na szyi jak i odcięcie w ramionach sprawiają, że wyglądam na jeszcze szerszą. Dlatego, chociaż bardzo bym chciała być modna, młoda i wrzucać ładnie przefiltrowane foty na Instagram, jeszcze długo to nie nastąpi, bo nie umiem w modę. I w brwi, ale to inna historia.

Dobierzcie sobie taki fason sukienki, w którym czujecie się dobrze. Wygodnie. Pięknie.

Nie ukrywam, że kupując moją ostatnią suknię ślubną, nieco obawiałam się różnych komentarzy. Mniej lub bardziej życzliwych. Zawsze znajdzie się ktoś, kto ma doktorat ze stylizacji grubych bab i chętnie wam doradzi, że tu dłużej, tam krócej i w ogóle, może można to jeszcze czymś zakryć? Słuchajcie tylko tych zaufanych doradców, którzy rozumieją wasz gust. Reszta będzie musiała zacisnąć zęby i przeżyć te estetyczne katusze, kiedy publicznie wyjdzie na jaw, że nie żartowaliście, naprawdę pod tymi ubraniami jesteście grubi i nie da się tego odczepić na ten jeden wieczór. Falujące ramiona, bimbające się piersi i rolujący brzuch będą brały udział w ceremonii i koniec.

asos curve

(lewa, prawa)

Suknia ślubna nie jest najważniejsza?

Niezależnie od rozmiaru i budowy ciała, ślub to WASZ dzień, podczas którego dobrze czuć się ze sobą … dobrze. Chcesz do ślubu chudnąć? Chudnij. Nie chcesz? To nie. Chcesz wyglądać i czuć się jak księżniczka? To sobie to ogarniaj. A ja chcę się w dniu swojego ślubu czuć sobą, a nie księżniczką. Nie wiem z jakiego powodu miałabym się degradować z pozycji królowej, akurat na ten czas. 

Ja się w swojej sukni czuję dobrze, przyjemnie, pięknie. Cieszę się z tego ślubu i jestem nim podekscytowana, chociaż takie romantyczne momenty raczej wywołują u mnie odruch wymiotny. Planowaliśmy ten dzień, jako miłe popołudnie w gronie rodziny i najbliższych przyjaciół i mam nadzieje, że taki właśnie będzie.

A jak wyglądałam i czy to nadal byłam ja? Pokażę wam już jak wyjdę za mąż!

amazon

(lewa, prawa)


Jesteście ze mną na Facebooku i Instagramie?

Coś podobnego:

Podziel się:
  • czekam na zdjęcie Ciebie w sukni <3

  • Agnès Więckowska

    Jestem ciekawa, co tam wybrałaś! 🙂
    Ale powiem Ci, że ja mam totalnie wywalone na komentarze innych osób. Dziś moja rodzinka na mnie wsiadła, że złą sukienkę kupiłam, bo ona by mnie widziała w takiej i takiej. W tyłku to mam! Lubię moją kieckę w kwiatki, dobrze się w niej czuję, a jak komuś nie podobają się moje grube łydy i trochę mniej grube, ale jednak, ramiona, to niech nie patrzy.

    • Też się staram stawać w obronie moich grubych ud i ich prawa do krótkich spodni. Bardziej mi chodziło o to, że tak czy owak, niezależnie od głębokości dupy w jakiej mam te komentarze i tak nie jest miło ich wysłuchiwać.

  • Marta Honysz-Wojtaszek

    Trzymam kciuki, rok temu mierzyłam się z tym samym problemem, w dodatku fatalnie się czuje w bieli… Skończyłam z mega wygodną i bardzo elegancka czarną suknią i białym żakietem 🙂

    • Nietypowo! Moja sukienka też nie jest biała 🙂 Ale nadrabiam butami, które kupiłam na … obronę 😀

  • Ileż ja się naszukalam ;p Na Zalando miałam jedną upatrzoną, ale w końcu zamówiłam na aliexpress xD

    • Wow! Twoja Suknia była z Ali? Pamiętam ją, że była prze-pię-kna! Jak tam sobie poradziłaś z rozmiarówką?

      • Oj, dziękuję 💚
        Szyta na wymiar 🙂 Podajesz swoje rozmiary i za 2-3 miesiące kiecka w domu. Z Ali miałam też welon i bolerko. Polecam!
        W sklepach i tak wszystkie dodatki są z Chin, więc lepiej kupić u źródła. Welon kosztował jakoś około 20zl, a identyczny widziałam w salonie za 160… 😉

        • WELON! Wiedziałam, że o czymś nie pomyślałam… ;D

          • Welon daje moc, mówię Ci 😀 Czułam się jak księżniczka ;D

  • Sama byłam babą przy kości na swoim ślubie, byłam wtedy grubsza niż teraz. Mam rozmiar 40 i czasem czuję załamkę, że uważa się go już za gruby. W końcu 40 = L – Large :// Suknia była szyta na miarę. Byłam bardzo zadowolona. Ważna jest wygoda i dobre samopoczucie. Nie warto wpychać się w model co z zewnątrz wygląda ładnie a potem będzie nam przeszkadzał i podkreślał mankamenty. Ale myślę, że ważniejsze jest pogodzenie się ze swoim wyglądem. Bo żadna najlepiej dobrana suknia nie ukryje tego, że jesteśmy z tych większych, a tym bardziej na zdjęciach. Bo na nich wyglądamy i tak grubiej niż patrząc w lustro – ja tak miałam.

    • Nie wiem, jak rozmiar 40 jest L, po prostu NIE ROZUMIEM.
      Chyba gdzieś tam się pogodziłam, a może właśnie te wpisy są formą godzenia się ze swoim wyglądem. Chociaż jest to sprawa nieco bardziej skomplikowana niż po prostu zaakceptowanie, że nie wszystkie krzesła są odpowiednie do mojego rozmiaru tyłka.
      Dużo czasu mi zajęło zrozumienie, że rozmiar nie ma znaczenia. Paradoksalnie dopiero wtedy zdobyłam wiarę w to, że można ten rozmiar zmienić.