Popatrzcie na szczeniaczka, czyli cała prawda o życiu z psim dzieckiem

Jawa to trzymiesięczny szczeniak owczarka australijskiego i mieszka z nami już od 3 tygodni. Te pierwsze dwa były dla mnie szczególnie trudne. Tak bardzo, że zaczęłam się zastanawiać, czy upadłam na głowę wpadając na ten pomysł z psem.

„A jak spał, a jak spał, taką grzeczną minę miał…” – tyle pamiętałam z piosenki o jamniczku-szczeniaczku. A trzeba było się wsłuchać w resztę tekstu. Bo całe życie myślałam o tym, że szczenięta to słodkie kuleczki przepełnione miłością, tęczą i obleczone mięciutkim futereczkiem. No to się zdziwiłam.

Ilość uzębienia a straty w ludziach

Popatrzcie na jamniczka

wyturlał się z koszyczka,

zaczaił się na babcię

i porwał babci kapcie.

To było dla mnie pierwsze zdziwienie. Ileż to psiątko gryzie. Kiedy opadły mgły pierwszego zachwytu, a pojawiły się pierwsze rany szarpane, drapane, zaczepiane i wygryzione, nieco wzrósł mi poziom irytacji. Liczyłam, że będę mojego szczeniaczka tulić i całować, głaskać i przytulać, miętosić, miętlić i co tam mi jeszcze przyjdzie do głowy. Nie brałam za bardzo pod uwagę tego, że będę się odganiać, opędzać, ochraniać i walczyć o niepodległość swoich stóp. To właśnie gryzienie przyczyniło się do mojego kryzysu w obsłudze psa i trochę przejął go Ojciec Dzieciom. Na szczęście!

Dzisiaj, po trzech tygodniach batalii o wszystkie palce, Jawka już prawie nie gryzie. Mnie. Gania za to dzieci i gryzie je w tyłki. Dzieciowe tyłki zawieszone są prowkacyjnie na wysokości psiego pyska, aż żal nie chwycić. Pewnie sama bym gryzła, na jej miejscu. Pracujemy nad tym!

Wodoszczelność owczarków australijskich w pierwszych miesiącach życia

Poszarpał chustkę w róże

i zrobił dwie kałuże,

Ta piosenka jest wspaniała. Idealnie opisuje szczeniaka. Co prawda jeszcze wszystkie moje chustki są w całości. Szczenięta okazały się nie być wodoszczelne. Tylko że w tym przypadku chodzi o niekontrolowane wycieki, które następują spontanicznie po spaniu, po jedzeniu, po zabawie, przed zabawą, w trakcie zabawy i … po spacerze. Na spacerze są ważniejsze rzeczy do zrobienia.

Każdy domownik otrzymał zestaw: kalosze i mop i tak uzbrojeni przeprawiamy się po mieszkaniu. Mieszkamy na piątym piętrze, pod domem mamy park, ale pies przechodzi jeszcze kwarantannę, więc staramy się unikać miejsc zawierających psią kupę. Zanim więc nałożę oba buty, znajdę klucze i wygrzebię spod stosu kurtek swoją, pies już dawno naszczy mi na buty. Nie poddajemy się, ale też powoli tracę nadzieję, że nadejdzie dzień,  w którym nie wdeptuję bosą stopą w mokrą kałużę…

Szczeniaczki kontra dzieci

a moją nową lalkę

zaciągnął pod wersalkę.

Nigdy mnie szczególnie nie przekonywał argument, że dobrze, żeby się dzieci wychowywały z pieskami, że to taka wspaniała przyjaźń, symbioza. Że to tak ubogaca. Wyczuwałam podstęp. I słusznie.

Pies oczywiście chętnie się bawi z dziećmi w gryzienie, podkradanie zabawek, wyjadanie kanapek i żucie butów. Dzieci, jak wiecie, jest trójka, więc każde z nich ma inne podejście do psa. Paradoksalnie najlepiej radzi sobie najmłodsza, która jest prawdziwą Córką Swojego Ojca, bo szybko się uczy co i jak należy psu mówić, żeby rozumiał. Syn Młodszy bardzo poprawił umiejętność uciekania, chowania się i sprzątania zabawek. Dzięki ci, Jawko! Najstarszy Syn i jego zachowanie przy psie to obraz godny pożałowania. Nie zdawałam sobie sprawy, że można jednocześnie psa odganiać i zachęcać do zabawy, dopóki nie zobaczyłam, jak jedną ręką psa odpycha, a drugą potrząsa zabawką z dzwonkiem w środku.

Szczeniaczek to nie jest kompan dla małego dziecka, bo mogą sobie wzajemnie zrobić krzywdę. Nigdy nie zostawiamy psów samych  z dziećmi i staramy się dbać o dobre samopoczucie obu stron. No dobra, może czasami reaguję dopiero po drugim uszczypnięciu w tyłek. No może mi się zdarzyło…

Maluch na spacerze i w domu – wychowanie psiego dziecka

owczarek australijski

A teraz gdzieś ucieka

i szczeka, szczeka, szczeka,

łapiemy więc jamniczka,

niech wraca do koszyczka.

Nie wiem na ile to kwestia wieku lub rasy, ale nawet spuszczona ze smyczy (na ogrodzonym terenie) Jawa, nie odbiega ode mnie za daleko.  Co chwilę sprawdza gdzie jestem i chętnie wraca przywołana. Korzystam z tego tak często jak mogę, bo zależy mi, żeby wiedziała, że oto jestem ja, jej Gwiazda Przewodnia, Kompas, Kierunkowskaz Działań, Wyrocznia.

Podjęłam niepopularny trop w wychowaniu – nie używam jedzenia jako motywatora. W zasadzie, nie używam niczego jako motywatora (czasami zamiast smaczków, stosuje się zabawkę). Jedyną nagrodą jaką Jawa dostaje za przyswojenie nowej umiejętności jest mój wylewny zachwyt (który z czasem nieco wygaszam, kiedy umiejętność jest już na poziomie: Zrobię to z zamkniętymi oczami). Większość komend jest zarówno werbalna jak i wspomagana gestem, co umożliwia nam porozumiewanie się bez słów.

Po trzech tygodniach pracy Jawa:

  • przychodzi na zawołanie (reaguje na swoje imię oraz na „chodź tu”)
  • szczeka na komendę (oraz gest, „Szczek!”)
  • podaje łapę
  • aportuje (i oddaje ładunek)
  • siada
  • wskakuje w ramiona
  • zostaje
  • czeka na jedzenie bez rzucania się na miskę (i ręce)
  • idzie przy nodze
  • chodzi na luźnej smyczy
  • idzie przy nodze bez smyczy
  • przerywa czynność (komenda „stop”, u nas „non”)

Całkiem nieźle, moim zdaniem, jak na trzymiesięczne szczenie. Co mnie rozśmieszyło, to jej chęć do pracy. Coś jej się pewnego dnia nie spodobało i burknęła, bo jeszcze nie był to szczek.

– Ooo… – zareagowałam zdziwiona. Widocznie zabrzmiało to interesująco, bo pies burknął jeszcze raz i sprawdzał, czy za każdym razem zareaguję tak samo. Bawiłyśmy się tak kilka chwil. Mam zamiar wykorzystać to, do wspierania zachowania „rób jak ja”. bo lubię wyzwania, a i Jawa chyba też.

Słodki szczeniaczek

Oczywiście, z tej mięciutkiej kulki nie wystają tylko ostre jak igła zęby. Pomijając momenty snu, Jawa potrafi być urocza i każdy dzień z nią to nie tylko wyzwanie, ale też przyjemność. Jej radość na nasz widok i o poranku jest pozbawiony bolesnych uszczypnięć, a pełen nielegalnych wskakiwań na moje łóżko, rozpychanie się na poduszce i przytulasków. Każdy ma trochę tego co chciał i trochę tego, czego nie chciał (Ojciec Dzieciom bardzo źle reaguje na psy na kanapie…).

A przecież piesek jak śpi, to taki grzeczny…

 


Staram się publikować chociaż jeden wpis w tygodniu. Zdaję sobie sprawę z tego, że to bardzo mało, ale przy ilości pracy jaką sobie zaserwowałam, to chwilowo szczyt moich możliwości. Jutro lecę do  Warszawy odpocząć. Sama. Wpadajcie na Instagram i Facebook, bądźmy w kontakcie (dajcie mi znać, czy chcecie więcej psich wpisów w przyszłości)!

 

Podziel się:
  • Wróciłaś! <3 Już się bałam, że blog poszedł papa 😉
    Miło Cię czytać 🙂