Pracownęłam

aniversum.pl-8

Albo jestem leniem , albo geniuszem. Na pewno jedno z tych dwóch.

Myślę, że świetnie odnalazłabym się w świecie, w którym się tylko leży pod drzewem i czeka aż jabłko spadnie mi na głowę, żeby wymyślić jakąś genialną teorię. Grawitacji na przykład.

Niektórzy z was wiedzą, że jestem psychologiem (dyplomowanym!). Nie wszyscy jednak są świadomi tego, że wyrwanie tego dyplomu z gardła Uniwersytetu Warszawskiego nie przyszło mi łatwo – nie mam tu na myśli kłód rzucanych mi pod nogi przez tzw. rzeczywistość. Bycie studentem mogłabym porównać trochę do imprezy, na którą trafia się przypadkiem. Na początku nie wiadomo o co chodzi, a jak już trochę się ogarniesz, to się okazuje, że wszyscy są pijani, a ty akurat musisz napisać pracę magisterską i to w dodatku szybko, bo jesteś w ciąży. Tiaa…

Jak się miało potem okazać, to nie otrzymanie dyplomu było problematyczne. To jego uznanie za granicą. Pomyślałby ktoś, że skoro jesteśmy w Unii Europejskiej, a ja skończyłam najlepszy z możliwych uniwersytetów, to nikt nie będzie robił problemów, prawda? No, to oboje byliśmy w błędzie. Co do przebiegu kształcenia Francja nie miała żadnych zarzutów, ale wymagana w Polsce liczba praktyk to 100 godzin, tutaj zaś 500. Poza tym fakt, że posiadam dyplom w języku angielskim też na niewiele mi się przydał, bo tutaj jest Polska nie Bruksela…   mówi się jedynie po francusku, więc wszystkie papiery (a było ich dużo) musiałam przetłumaczyć u tłumacza przysięgłego (drogiego!). Kiedy myślałam, że nic mnie już dobrego w życiu nie spotka, postanowiłam spróbować jeszcze raz, tym razem w Niemczech (mieszkam 5km od granicy francusko-niemieckiej). Tymczasem tam zadano mi jedno, zajebiście ważne pytanie:

– A ten dyplom, to ma pani po angielsku? 

Tym sposobem jestem psychologiem już w dwóch krajach, jednak samo posiadanie tej świadomości nie wystarczało mi, żeby rozpocząć pracę moich marzeń. Musiałam naprodukować nieprzeciętną ilość dokumentów, list, map mentalnych i wielu innych ubocznych efektów procesu twórczego. Szło to powoli, bo kilka razy zmieniałam koncepcję, serwer, pomysł. Jedyne co się nie zmieniło, odkąd podjęłam decyzję o byciu samo-zatrudnioną to nazwa – Europejski Instytut  Samorozwoju. Tę nazwę stworzył kiedyś Ojciec Dzieciom. Kiedy strona czekała tylko na ostatnie szlify – zdecydowałam się zrobić ją od początku samodzielnie. To zajęło mi kilka tygodni, a potem… nic. Zacięłam się. Utknęłam tuż przed finiszem. Chyba najwięcej wypadków zdarza się pod domem, bo i ja się wyłożyłam jak długa. Piętrzyły się stosy książek, podręczników i poradników psychologicznych, które czytałam. Czas przyspieszył, a tam wszystko stało w miejscu. Aż pewnego dnia, a było to niedawno, usiadłam i zrobiłam to, co nie chciało działać. Teraz już można wchodzić, podziwiać, pisać, dzwonić. Można już ze mnie korzystać.

Zapraszam was na stronę mojej osobistej firmy: www.instytut.fr. Europejski Instytut Samorozwoju to dalsza część tego marzenia, które zaczęło się spełniać, kiedy w połowie lipca 2008 dostałam SMS, że dostałam się na Uniwersytet Warszawski. Wtedy poczułam, jak w sercu wybuchają mi fajerwerki i one za każdym razem strzelają jeszcze wyżej, kiedy zajmuję się psychologią. Uruchomienie tej strony to kolejny krok, który sprawia, że jestem szczęśliwa, bo wiem, że jestem coraz bliżej do robienia w życiu tego, co najbardziej kocham ( i nie jest to jedzenie czekolady!).

Z pisaniem pracy magisterskiej było tak samo jak z robieniem strony Intytutu. Nic się nie działo, chociaż teoretycznie cały czas się koło tego kręciłam. Temat pracy magisterskiej zmieniłam po roku seminarium, ale wtedy byłam już w ciąży i baby brain nie dawał mi się skupić. Aż pewnego popołudnia usiadłam i … napisałam pracę magisterską. Jakby tak zsumować cały czas pisania, to byłoby tego ze dwa tygodnie. Ciekawe, czy to prokrastynacja, geniusz czy lenistwo?

Macie tak, że zostawiacie wszystko na ostatnią chwilę, a potem w siup-siup i jest?

Jak to napisał Twardowski:

„najważniejsze tak piękne że nagle się staje”

 


Będzie mi bardzo miło, jeśli docenisz moją pracę – możesz dołączyć do mnie na fanpage’u na Facebooku, polubić ten wpis i udostępnić go znajomym!

Coś podobnego:

Podziel się: