Promocja na otyłość

PHOTO BY -ALLARD VAN WIELINK

Nie wiem czy wam o tym wspominałam, ale…

jestem gruba! Tak mam, odkąd pamiętam. Mogę śmiało używać wymówki, że to przez hormony, bo mam niedoczynność tarczycy. Jak wiecie – chodzę na fitnessy tak często jak mogę, czyli dość często.  Po dwóch tygodniach nadal nie jestem szczupła i powoli godzę się z tym, że nie obudzę się szczupła pewnego dnia.

Zastanawia mnie jednak jedna rzecz – ilekroć w mediach pojawia się kobieta, która niekoniecznie ma wymiary rączej łani na wybiegu, podnosi się larum. Że gruba świnia, że spasiona, że żarłok, no i oczywiście, że to PROMOCJA OTYŁOŚCI!

Gruba kobieta w mediach jest promocją otyłości, proszę państwa. Otyłość w promocji – grube biodra w pakiecie z obwisłym brzuchem. 

Tym sposobem mówimy ludziom, że otyłość jest OK! A my nie chcemy im tego mówić! Chcemy im opowiedzieć, żeby przestali żreć, ruszyli dupy i schudli. A zanim to nastąpi, niech siedzą w domu. Po co to pokazywać takie nieapetyczne, galaretowate tyłki!

Powiem wam dlaczego w promocji na otyłość zawsze biorę dwie. Uważam, że obecność w przestrzeni publicznej kobiet o zróżnicowanych kształtach jest bardzo potrzebna do tego, żebyśmy nie oszaleli. W akceptacji swojego ciała nie chodzi o to, żeby wznieść na swoją cześć toast z coli i zagryźć to batonem. Chodzi o przyznanie sobie samej/samemu przestrzeni do bycia sobą. Żeby dom nie był jedynym miejscem, gdzie nie musimy wciągać brzucha. Miałam w życiu etap, kiedy nie jadłam nic publicznie ani nawet w towarzystwie. Wstydziłam się tego, że jem. Kiedy pierwszy raz prawdziwie wzięłam się za siebie, to powoli zaczęło się zmieniać, ale pamiętam, jak jechałam autobusem i tłumaczyłam sobie, że mam prawo być uczestnikiem życia społecznego, bo jadę na basen! Że to jak wyglądam to tylko przejściowe, bo przecież wzięłam się za siebie. Widziałam wzrok ludzi, zawieszony gdzieś pomiędzy niczym a pustką, ale dla mnie były to nieme komentarze. W mojej głowie leżałam na ziemi i tłukłam głową w podłogę z rozpaczy. Super zabawa! Jedzenie było dla mnie najgorszym doświadczeniem i obrzydzało mnie. Nienawidziłam siebie taką organiczną niechęcią. To wcale nie były wynurzenia poszukującej siebie nastolatki tylko początek moich studiów. Ba, nawet całkiem niedawno z niedowierzaniem spoglądałam w lustro i mówiłam:

– Nie wiem kim jesteś, ale cię umyję.

Co jakiś czas pojawiają się kampanie pokazujące kobiety o różnych sylwetkach, śledzę kilka kanałów na YouTube prowadzonych przez grube dziewczyny – to pomaga mi zaakceptować siebie, ale nie na zasadzie: A! Czyli 40 kilo nadwagi jest okej! Janie, wnieś pieczyste! Raczej sprawia, że uświadamiam sobie, że tacy ludzie też istnieją, żyją, nie siedzą w domu jedząc czekoladę tylko cieszą się życiem. Ja też mogę się cieszyć, zróbmy coś! A kiedy dajesz sobie prawo do robienia tego, na co masz ochotę to możesz robić też inne rzeczy niż tylko smażyć frytki o drugiej w nocy.

Jeśli nic nie zmienisz, nic się nie zmieni. 

Mówię tam to, jakem czarownica – jeśli zmienisz w swoim życiu jedną rzecz, zmieni się wszystko. Jedna rzecz. Możesz na przykład zacząć pić więcej wody. Tylko to na początek. Albo sprawdź jak to jest jeść warzywa i owoce pięć razy dziennie. A można też zacząć gdzie indziej – wziąć głęboki oddech i… odpieprzyć się od siebie. I od innych.

Jedni są grubi, jedni są szczupli, inni są pomiędzy – żaden wynik na skali nominalnej nie określa wartości człowieka w najmniejszym nawet stopniu. Zadowolonym z siebie można być niezależne od wagi, wymiaru czy stopnia giętkości kręgosłupa. Nie czekajcie z tym, że jak schudniecie 10 kilo, to inaczej na siebie spojrzycie.

I tak, wielkie brzuchy, obwisłe ramiona, cellulit, rozstępy, sadło i kilka podbródków jest potrzebne w przestrzeni publicznej – żebyśmy w tym wygładzonym, plastikowym świecie wiedzieli, że ludzie są ludźmi – prawdziwymi, ze swoimi wadami nie tylko fizycznymi. Naprawdę fizyczność ma małe znaczenie, kiedy spotykamy kogoś, kto rozumie nas tak, jak wydawało nam się, że nigdy nie będziemy zrozumiani. Spotykamy swoje bratnie dusze i nie ma znaczenia ile ważą, ale ma znaczenie czy są szczęśliwe. Życie jest zdecydowanie za krótkie, żeby marnować czas na zamartwianie się, czy możemy wyjść w lato z gołymi ramionami na dwór, czy jednak mimo upału nałożyć sweter.

A tak poza tym, widzieliście, żeby ktoś, kto ciągle tylko słyszy, że jest gruby i obmyśla jakby tu przemknąć do osiedlowego sklepu, kupić czekoladę i schować się w swojej norze, ma ochotę na wyjście na basen, siłownię albo … do parku? Do parku POBIEGAĆ? Nie sądzę. Tak samo jak nikogo się nie nawróci na weganizm mówiąc mu, że je padlinę i pójdzie do piekła (przy okazji może się na katolicyzm nawróci?), tak grubasowi nie pomoże mówienie mu, że jest gruby. I sobie też tak nie mówicie, bo nigdy nie wiadomo, czy akurat nie słuchacie. Mówcie do siebie dobrze,

Bo bardzo, bardzo,

Bardzo szkoda

Byłoby nas!

[E. Stachura]

 

 

Żródła: zdjęcie główne: ALLARD VAN WIELINK

Coś podobnego:

Podziel się:
  • Żyjmy pełnią życia 🙂

  • Pamiętasz nasze wielkie odchudzanie?
    Mimo zgubionych 40kg codziennie wstawalam z przeswiadczeniem, że jestem spasiona, wiecznie nienazartą swinia. Dopiero dzisiaj, gdy patrzę na zdjęcia z tamtego okresu to NAPRAWDĘ widzę! Kuźwa, szczupła byłam! Ale tak się wkrecilam w bycie grubasem, że mimo uzyskanej figury dalej czułam się jak poczwara… Wszystko siedzi w głowie.
    Dla jednych jesteś mega utyta, dla innych jesteś obiektem zazdrości. Nawet dzisiaj, wazac 134kg (tak, już 10 na minusie :D) czasami widzę smutne spojrzenie jakiejś kobiety grubszej ode mnie. Wiem doskonale, co ono oznacza… Bo ja tak patrzam na kobitki szczuplejsze ode mnie 😉

    Co do jedzenia publicznie… Od jakiś 15 lat tego nie robię.
    Ostatnio NibyMąż przyprawil mnie niemal o zawał, bo zabrał mnie do chińskiej knajpy. Która jest w markecie.
    Czułam się jak na wystawie, mialam wrażenie, że wszyscy się gapią na moje sajgonki.
    A on stwierdził czule, że ostatnio za mało jem. I zamówił mi jeszcze sałatkę 😀
    I co? Przeżyłam. A jego zachowanie utwiedzilo mnie w moim cichym podejrzeniu – normalni ludzie nie gapią się nikomu w talerz i nie żałują innym jedzenia.
    A nienormalnymi nie należy się przejmować, bo można dołączyć nieświadomie do ich grona 😉

    Tulam ciepło :*

  • Żądam nowego wpisu. Teskno mi!