Przybysz przybył i wybył

Już rano Ojciec przebąkiwał, że spotkał ptaka, co nie lata. Że tak siedzi pod drzwiami i się kołysze. Że dziwny jakiś, ni gołąb ni sójka.

Co mi tam po ptakach, jak pies zjadł kostkę masła i jego żołądek postanowił się zbuntować- pomyślałam zatykając nos. 

1 listopada to we Francji święto, co można poznać po tym, że jest sobota i wszystkie sklepy są zamknięte a ludzie jak opętani stoją w korku do Niemiec. W Niemczech teoretycznie ten dzień nie zwiastuje wolnego i my też chcieliśmy w tym korku utkwić, bo niespodziewanie skończyło nam się jedzenie (!). Całą zgrają wyszliśmy przed dom i spotkaliśmy tam… ptaka niewiele większego od gołębia. Przypominał spotkanie kiwi z kurczakiem. Miał bardzo długi, cienki dziób i długie, cienkie łapki. Siedział skulony, jakby się czegoś nawdychał i teraz marzył tylko o drzemce w nocnym autobusie.

Wprawnym okiem profesjonalnego weterynarza oceniłam, że na pewno nie dopadła go ani ptasia grypa ani wścieklizna, za to jeśli tu dłużej zostanie to dopadnie go jakiś kot albo pies. Wydałam dyrektywy i po chwili w mieszkaniu mieliśmy Zupełnie Dzikie Zwierze. Jak an dzikusa, było mało żywotne i baliśmy się, że po powrocie zastaniemy zwierzę sztywne i z nóżkami w górze. Pojechaliśmy na zakupy.

Przy granicy z Niemcami trochę nas zdziwił kierunek ruchu – wszystkie samochody racze migrowały do Francji. Zazwyczaj jest odwrotnie, ale założyliśmy, że oni po prostu już wracają z zakupów.

Trzy zamknięte Lidle dalej, radio powiedziało nam po niemiecku:

Hej przyjaciele, my dzisiaj wszyscy trzeźwiejemy po Halloweenowej zabawie, ale zakupy możecie zrobić we Francji, bo tam wszystko otwarte!

Juhu!

Zrobiliśmy zakupy, wróciliśmy do domu a ptak nadal spał. Spędziliśmy kilkanaście minut na dowiadywaniu się co to za on, żeby można mu było ewentualnie dać coś zjeść, ugościć. Zanim Ojciec Dzieciom ostatecznie wyruszył na polowanie robaków, zadzwonił do pogotowia zwierzęcego (czy czegoś). Kazano nam ptaka wsadzić do pudła, pudło okleić taśmą i całą paczkę wywalić przez okno umieścić w cichym miejscu. Ptak okazał się być którymś członkiem rodziny bekasów, a przełom października i listopada to czas ich migracji. Stwory te lecą w nocy i widocznie ten wpadł w jakiś poślizg nad naszym domem i w efekcie wylądował w pudle w sypialni.

Już szliśmy spać, kiedy w pudle zaczęły dziać się rewolucje. Najwyraźniej ptak, któremu nadaliśmy robocze imię Schnabel (umierałam ze śmiechu za każdym razem gdy Ojciec Dzieciom wymawiał to słowo) wyspał się już i zorientował się, ze został aresztowany za latanie pod wpływem. Kotłował się całą noc, a w niedzielny poranek Ojciec odwiózł go do schroniska. Tam wsadzono go do kociej klatki i dano jakieś robale do pożarcia. Nam wręczono numer telefonu, żebyśmy mogli dowiedzieć się w poniedziałek, czy Schnabel ma się dobrze.

Miał się dobrze 🙂


Udostępnij i polub, żeby inni wiedzieli, że warto pomagać zwierzętom w potrzebie. Podobno bekasy spadają teraz z nieba regularnie, sprawdzajcie pod swoimi drzwiami!

Coś podobnego:

Podziel się:
  • I jak tam ptaszynka? 😉

    P.S. Nominowalam CIe – sprawdz u mnie na blogu 😉