Podsumowanie sierpnia

Już za chwilę liście zrozumieją, że czas spadać i będzie to kolejny rok, kiedy nie posiedziałam na plaży, nie wypiłam drinka w ciepły letni wieczór, nie odpoczęłam.

Zaczęło się od tego, że Ojciec Dzieciom nawet garnka z szafki nie może wyjąć bez wywoływania lawiny Niespodziewanych Okoliczności. W tym przypadku zdecydował, że coś trzaśnie mu w kolanie i właściwie tyleśmy go widzieli. Ja już byłam jedną nogą spakowana i w Polsce, kiedy się okazało, że on niedługo będzie miał operację. Nie za bardzo wiedząc jak się teraz wycofać z czegokolwiek – poleciałam z Emmą do Polski. Sądziłam, że zostawiając dorosłego faceta z dwojgiem rodziców do pomocy, wszystko będzie w porządku. Cóż, wynikła z tego Katastrofa i tyle. Nigdy nie zostawiajcie swoich chłopów bez opieki!

Wyczytałam gdzieś, że posiadacze samochodów są szczęśliwsi, bo mogą się w tym samochodzie zamknąć, włączyć głośno muzykę i się wywrzeszczeć. Jestem już gdzieś w drodze na parking.

Już wracając z Vege Camp myślałam sobie, jakby to było fajnie pojechać na takie wakacje, gdzie nic nie musisz, ale możesz. Gdzie spotykasz nowych ludzi i nie są to jacyś losowi turyści, którzy po prostu się o ciebie potknęli. Takie wakacje, trochę samotne, podczas których odpoczywasz głęboko w sobie. Wyłączasz telefon i na kilka dni odcinasz wszystkie sznurki. Może się potem okazać, że świat się zawalił, ale w większości przypadków świat ma się dobrze podczas twojej kilkudniowej nieobecności.

Tak powstał pomysł Zen Jardin, który skonsultowałam z ogromną ilością osób i wszystkie powiedziały: ALE SUPER! Pomyślałam sobie, że skoro ja potrzebuję takich wakacji, to może są też inni, którzy by chcieli. I wymyśliłam – wczasy relaksacyjne, gdzie można robić co się chce. Można porozmawiać przy śniadaniu z innymi uczestnikami, można samotnie wybrać się na spacer, można skorzystać z tego, że jestem psychologiem i porozmawiać o czymś, co siedzi ci w głowie? Można w ogóle wykorzystać taki wyjazd na refleksje siebie, tego co się chce robić i jak się czuje. Właściwie sama bym chętnie pojechała 😉

Pierwszy Zen-Weekend zaplanowaliśmy na 21-23 października, więc już całkiem niedługo. Mam nadzieję, że ktokolwiek z nami pojedzie, będzie z tego wyjazdu zadowolony i wróci zrelaksowany i wymasowany psychicznie 😉


Kiedy nie było mnie na blogu, mogliście na Instagramie zobaczyć, ze kupiliśmy sobie kota, żeby pasował do Furbiego, jedliśmy wegański boczek (#omnomnom), podpisaliśmy PACS i wysłaliśmy Emmę na uniwerystytet. Nie zobaczyliście natomiast tego, że pojechaliśmy na dwa dni do Paryża z moimi rodzicami, bo akurat wtedy… zapomniałam telefonu.

instagram

Mieliśmy wspaniałą pogodę i zwiedziliśmy wszystkie najważniejsze miejsca w Paryżu w kilka godzin. Byliśmy na wzgórzu Montmartre, posłuchaliśmy dzwonów pod Notre Dame, wybraliśmy się pod Luwr i przeszliśmy stamtąd do ogrodów Tuileries, stamtąd przez Plac Zgody doszliśmy do Pól Elizejskich. Najwięcej emocji wzbudziła w nas ta ulica, bo właśnie zaczynało lekko kropić, robiło się ciemno, a nam bardzo bardzo chciało się sikać. Okazało się, że problem toalet został rozwiązany – po prostu ich nie ma i tyle. Na szczęście stałe elementy krajobrazu występowały i tutaj. Dawno nie byłam taka szczęśliwa na widok McDonald’s. Jak tylko stamtąd wyszliśmy, przestało padać, wieczór się przejaśnił, na nowo wzeszło słońce, mimo że było już dobrze po 21. Moglibyśmy zrobić fantastyczne zdjęcia oświetlonego Łuku Tryumfalnego, gdybym tylko nie zapomniała telefonu… Pojechaliśmy jeszcze zobaczyć Moulin Rouge i na koniec naszej wycieczki, rzuciliśmy okiem na iskrzącą się Wieżę Eiffela.

Po wyjeździe moich rodziców okazało się, że już za chwilę koniec wakacji, co przyjęłam z entuzjazmem. Od czerwca do września jest jednak bardzo dużo czasu, a okazuje się, że trzylatki mają alergię na widok siedzących rodziców. Kiedy tylko zasiadałam do pracy, Emma akurat przypominała sobie, że właśnie powinien być czas układania puzzli, malowania farbami, jedzenia, picia, jedzenia czegoś innego – krótko mówiąc, jak tylko zaczynałam się czymś zajmować, ona natychmiast wymagała uwagi. Starałam się to jakoś rozdzielić, ale ewidentnie ucierpiał na tym blog. Mam w głowie wiele pomysłów na posty, zaangażowałam się w kilka projektów związanych z moją pracą i czekam początku przedszkola jak kania dżdżu.

Dajcie mi jeszcze trochę czasu 🙂


Będzie mi bardzo miło, jeśli docenisz moją pracę – możesz dołączyć do mnie na fanpage’u na Facebooku, polubić ten wpis i udostępnić go znajomym!

Coś podobnego:

Podziel się:
  • Dodałam do obserwowanych znowu 🙂 Wchodziłam co rusz pod poprzednim adresem, a odkąd przeniosłaś się na Aniversum to za każdym razem, gdy wrzucisz coś na Klub, ze zdziwieniem odkrywam, że czemu ja wciąż nie zaglądam regularnie… 😀 Uwielbiam Twój styl i podejście do świata :))

    • Muszę częściej wrzucać się na Klub! 🙂 Cieszę się, że do mnie wracasz 🙂

  • NotatkiNiki

    No i w ten sposob przypomniałam sobie, ze nie zrobiłam jeszcze swojego podsumowania sierpnia 🙂 powodzenia z Zen Jardin.:) No i gratulacje pacsu:)

    • Dzięki Nika 😉 Właśnie widziałam, że u ciebie jeszcze ciągle wakacje 😉 Jak znasz kogoś, kto powinien odpocząć to go skieruj do mojego „ogrodu” 😉