Spotkałam potwora

31 października następuje jakaś epidemia bólu dupy u wszystkich tych, którzy nie wiedzą co zrobić z własnym życiem i czują imperatyw wtykania nosa w nieswoje sprawy. Halloween wzbudza takie emocje, że mam wrażenie, iż kolejnym symptomem będzie już nie sam ból, ale wręcz umysłowa biegunka.

Na tę okoliczność moja tablica na Facebooku wypluła mi kilkanaście postów o tematyce, jaka następuje:

  •  czy chodzić z dzieckiem do kościoła
  • jak wyjaśnić dziecku, że nie może przebrać się za ateistę na halloween
  • pierwszy raz na cmentarzu z dzieckiem – czy powinno jeść sztuczne kwiaty i jak wyjaśnić: co my tu w ogóle robimy
  • nie wszystkie dzieci wierzą w boga – jak subtelnie wyjaśnić mojemu dziecku, żeby nie brało od nich zabawek?
  • po co ochrzciłaś skoro nie wierzysz?
  • niewierzący – bezduszne zombie  czy ukryta opcja niemiecka?

Nie jest wielką tajemnicą, że ani ja ani Ojciec Dzieciom nie wierzymy w żadnego boga. Tak po prostu wyszło. Jesteśmy ochrzczeni, ba! Nawet nasze dzieci są ochrzczone! Ale w naszych sercach nie ma trwogi o piekło, potrzeby głoszenia nauk z Biblii i nadziei na zbawienie. Zostałam wychowana w tradycji katolickiej, moja rodzina jest mniej lub bardziej wierząca, każdy na swój sposób postrzega boga i przeżywa wiarę w sobie.

Emma została ochrzczona rok temu w Boże Narodzenie. Z całej imprezy pamiętam tylko tyle, że miałam migrenę i rzygałam za choinką pod kościołem.

Nie przepadam i nie słyszałam żeby ktoś lubił, jak mu się wtrąca w biznesy. Chłopcy mają bardzo wierzące kuzynostwo, które oznajmiło im stanowczo, że święty Mikołaj to humbug i bzdura, a dary przynosi Jezusek. W drodze powrotnej z wakacji Syn Starszy zapytał nas czy wierzymy w boga. Zawsze mówimy dzieciom prawdę (z wyjątkiem świętego Mikołaja), więc dokonaliśmy comming outu. Opowiedzieliśmy mu o tym, że Biblia to księga pełna przypowieści i nie należy ich traktować dosłownie. Przybliżyliśmy koncepcje rożnych religii i ich ogólne założenie. Nigdy nie powiedzieliśmy nic złego o ludziach wierzących, bo tak samo jak nie ma znaczenia kolor skory, pleć czy kolor oczu – nie mają znaczenia przekonania religijne. Wyjaśniliśmy, że jedni ludzie potrzebują wierzyć a inni nie. Ani jedni ani drudzy nie są od siebie lepsi czy gorsi – po prostu mają różne potrzeby duchowe.

Co po tej rozmowie było ciekawe, to to, że wierzący członkowie rodziny mówili: Och, czy powinniście tak bezceremonialnie przyznawać się do niewiary, obdzierać religię z mistycyzmu? Może trochę więcej dyplomacji? 

Szczerze mówiąc, chciałabym zobaczyć tę dyplomacje w wykonaniu niektórych wierzących.

Nie uważam, że dziecko ma prawo wybrać wiarę, bo to tak jakby mówić, że ma prawo wybrać rodziców i kraj, w którym się urodzi. Ma prawo pytać, dowiadywać się i szukać swojej drogi w swoim czasie. Dopóki jest male, jest częścią wspólnoty swoich rodziców i jest wychowywane zgodnie z ich wolą.

Wyprowadzając psa na spacer spotkałam kilka wiedźm, jakieś zombie i diabła – dzieci bawiły się w Halloween i wędrowały od domu do domu. Głośno się śmiały i przyjemnie było na nie popatrzeć. Przechodząc koło cmentarza (taki mój urok, że zawsze mieszkam koło jakiegoś cmentarza albo komisariatu) nie widziałam żadnego światła na grobach. We Francji nie spotkałam się  z  tym zwyczajem. W Polsce Wszystkich Świętych nigdy nie traktowałam jako święta kościelnego. Dla mnie wspominanie zmarłych nie ma nic wspólnego z tym, w którym kierunku poszła ich dusza. To  czas żeby dowiedzieć się czegoś o ich życiu, o swoich korzeniach i spotkać się z  rodziną.

Niewiara w boga nie przeszkadza mi w obchodzeniu Gwiazdki i Wielkiejnocy. Nie wypijam kociej krwi w pełnie księżyca, nie rzucam zbyt wielu uroków (czasem w urodziny…). I nie boli mnie dupa, gdy dzieci przebierają się za potwory – kto wie, może za kilka lat moja córka będzie piratem, mumią albo dynią i z innymi dziećmi będzie wołać: Trick or tear?! ( albo Bleblublim! – czy jak oni tam to mówią we Francji).

RAmen! Mazel tow, ahoj!

Ps. O wiele łatwiej wyjaśnić dziecku śmierć zanim ktoś umrze i smutek zamroczy nam mózgi. Niestety jak dotąd jesteśmy śmiertelni i czynienie tabu z czegokolwiek nigdy nie robi dobrze na psychikę. Po to jest jesień, żeby pomyśleć o naszym stosunku do śmierci (własnej i cudzej).

Coś podobnego:

Podziel się:
  • Aleksnadra

    Przepraszam, ale muszę: czemu ochrzciliście? Nie pytam złośliwie, lecz z najczystszej ciekawości.
    Oraz dlatego, że jako ateista, jeżeli kiedykolwiek dorobię się potomstwa, to z pełną premedytacją i wyrachowaniem nie ochrzczę. Po pierwsze dlatego, że się mi się katolicym wmusza na każdym kroku, kiedy ja nikogo na niewiarę nie nawracam, a co więcej wiary częściej bronię niż swojego podejścia. I mam potrzebę… to make a stand.
    Także dlatego, że mam obsesję kontrolowania tego, gdzie trafiają moje dane i mam żal do mamy, że dała nas ochrzcić ateistką będąc. I teraz ja, gdybym się chciała z kościoła wypisać, musiałabym odstawić szopkę przed proboszczem przy świadkach, a i tak nie wykreśliliby mnie zupełnie, co mnie niemożebnie frustruje.

    A z drugiej strony spędziłam we wtorek pół godziny na wietrze i chłodzie, rozmawiając z koreańskimi misjonarkami o partnerce katolickiego Boga (Bogomatce). Gdyż Biblia i wiara katolicka to Jest część naszej kultury i uważam, że warto wiedzieć o tym jak najwięcej. (A dziewczyny, gdy dowiedziały się, że jestem ateistką, to ogromnie się zdziwiły i ucieszyły, że zechciałam ich wysłuchać i podysktuować. I jeszcze pożaliły, że młodzi w ogóle nie chcą z nimi rozmawiać.)

    A Halloween traktuję, jak mroczny karnawał 😉