Moja straszna historia – groza ferii

Trafiło mnie to jak grom z jasnego nieba. Nie spodziewałam się, że ferie zaskoczą mnie tak nagle. Na dworze wieje, pada i zimno. Ja z zapaleniem ucha, nosa i gardła. Ja i oni. Ja kontra oni. My vs ONI. Ich troje. Mieli zdecydowaną przewagę.

Oto moja straszna historia.

Dzień pierwszy

Przyszli z podkrążonymi ze zmęczenia oczami i snują się po domu obrażeni. Nie wiem, co robili w tygodniu, ale zgaduję, że była to praca w kamieniołomach. A nie, mówią, że byli w gościach, ale nie było nic do jedzenia dla dzieci, tylko dorośli jedli jakieś przegryzki do wina. Jak wrócili do domu po dziewiątej to dopiero zjedli i poszli spać. To wiele wyjaśnia.

Dzień drugi

Za oknem prawie piętnaście stopni, ale oni nadal w zimowych kurtkach. Matka przywozi im lżejsze ubrania. I wełniane szaliki, na wszelki wypadek. Mam zapalenie ucha, więc nie wychodzę z domu, ale czuję, że niedługo wyjdę z siebie.

Dzień trzeci

Jeden czyta książkę, pozostała dwójka sprawdza, czy moja cierpliwość ma jakieś granice. Ma i leżą one bardzo niedaleko malowania po ścianie mazakami. Gramy w szachy i znowu przegrywam. Młoda leży na podłodze i wrzeszczy, że też chciała grać. Gdy proponuję jej zabawę puzzlami, pokazuje mi język i idzie bawić się plastikowym smokiem. Młody wyje, że on chciał się bawić tym smokiem. Zabieram smoka. Sama się pobawię

Dzień czwarty

Starszy nadal czyta. Młoda zabrała coś Młodszemu. Kłócą się, ale nie wnikam. Zaraz przyjdą prosić o bajkę, a ja się nie zgodzę, bo jest dopiero kwadrans po siódmej. Udaję, że śpię, to ich trochę zniechęca. Starszy robi młodym śniadanie, nasłuchuję okrzyków z kuchni. Nie czuć zapachu krwi. Włączam im bajkę, a oni zasypiają przed telewizorem. Znowu nie zasną wieczorem, cholera jasna!

Dzień piąty

Poszli spać o dziesiątej, ale wstali o szóstej. Wyglądam jak brzydka siostra strzygi. Przez przypadek myję zęby kremem na oparzenia. A co mi tam. Chcą kakao. I bajkę. I ciastka. Zostawiam ich ojcu i jadę na zakupy. Wydaję kupę kasy na torebkę, z którą nie ma gdzie chodzić. Po drodze kupuję ciastka i cudem nie zjadam ich w samochodzie. Młodszy śpi, kiedy wracam. Starszy czyta. Młoda się wydziera na kota, który nie życzył sobie być głaskanym. Powoli zaczynam spoglądać w Otchłań.

Dzień szósty

Młoda w przedszkolu, Starszy czyta, Młodszy gada sam do siebie. Gdy zaglądam do pokoju, okazuje się, że wybuchło pudło z zabawkami i wszystko jest pokryte wszystkim. Modlę się, żeby elementy zmieściły się do worka od odkurzacza, a potem udaję, że mnie nie ma. Kakao. Spacer. Bajka. Ojciec odbiera Młodszą i zabiera wszystkich do parku, a ja nadal udaję, że mnie nie ma. Okazuje się, że jednak jestem i kryjówka nie była taka dobra. Nie mogę już patrzeć na szachy, poza tym obraziłam się, że ciągle przegrywam. Młoda i Młodszy pobili się o zabawki, tłumaczą mi kto pierwszy komu co zabrał. Nie chcę tego słuchać, niech mnie ktoś stąd zabierze. Na dworze pada, nie ma dokąd uciec. S.O.S.

Dzień siódmy

Starszy skończył czytać książkę i snuje się po domu. Co jakiś czas marudzi, że nie ma co robić i się nudzi. Zaproponowałam mu, żeby się rozebrał i pilnował ubrania! Jes! Jes! Jes! Całe życie na to czekałam. Posłał mi to samo spojrzenie, które ja posyłałam mojemu ojcu. Bardzo śmieszne. Młodsze bawią się w króla i królową. Król jest traktowany jak pachoł, co chwilę się skarży na nadużycia władzy. Królowa robi słodką minę i przeprasza. A potem znowu nadużywa. Bajkę chcą. Starszy się obraża – nie będzie oglądał Tarzana po polsku – idzie czytać. Otchłań zaczyna do mnie machać…

Dzień ósmy

Budzą mnie anielskie śpiewy komórki Ojca Dzieciom. To dzisiaj, to już, koniec ferii. Chłopcy zmieniają lokację. Poprzedniego dnia wieczorem odbyłam poważną rozmowę z Młodszym, którego zachowanie mi się nie podobało. Uspokoił mnie, że jutro też się będzie źle zachowywał, ale nie będzie to już mój problem. Przyznałam mu rację, przybiłam piątkę i dałam w prezencie trąbkę, którą może się bawić tylko u mamusi. Starszy kłóci się z Młodą o klocki. Patrzymy na siebie dziwnie, bo nawet nie wiem co powiedzieć. Zanim dochodzimy do skraju obłędu – dzwonek do drzwi. Koniec ferii!

 


Wpis powstał w ramach współpracy z Klubem Polki na Obczyźnie. Więcej wpisów z projektu możecie znaleźć tutaj.

 

 

Coś podobnego:

Podziel się: