Ten wyjątkowy dzień

Nie wiem jak w was, ale we mnie zaproszenie na wesele wywołuje podobną reakcję jak zjedzenie śledzia i popicie go kakao. Nie robi mi się wtedy błogo.

Inaczej było, gdy przyszło do nas zaproszenie na ślub mojej przyjaciółki. Poznałyśmy się gdy jeszcze nikt nie wiedział, jak skończy się Harry Potter. Gdy w końcu po wielu godzinach (11!) przejechaliśmy z północy Polski na jej południe (580 km), byliśmy niewyobrażalnie wdzięczni za pomysł, z wynajęciem hotelu. Nawet nie pamiętam, kiedy zasnęłam.

Ślub i wesele odbywały się w tym samy miejscu, co moim zdaniem było pomysłem stulecia. Nie trzeba było jeździć z kąta w kąt, nakładać rajstop i szukać miejsca parkingowego. Przepięknie przygotowana sala nie zawierała tego wszystkiego, co sprawia, że wesela kojarzą mi się raczej z narkotycznym snem starej panny. Nie było sztucznych kwiatów ani fajansowych aniołków, zabrakło też dekoracji z organzy, która chyba jest obowiązkowym elementem każdego przyjęcia, a na którą mam alergię odkąd użyto jej to stworzenia najbrzydszej sukienki studniówkowej na świecie – mojej własnej.

Zamiast parady kiczu i festiwalu tandety, na stołach znalazły się eleganckie bukiety żywych kwiatów i urocze winietki. Moja się zgubiła, ale Emmy i Ojca Dzieciom służą nam jako zakładki do książek. Każdy miał swoje miejsce, łatwo było się odnaleźć i nie było zamieszania. Kiedy szukałam swojego miejsca na tablicy informacyjnej przypomniała mi się Blair z Gossip Girl, która zajmowała się właśnie rozsadzaniem gości na imprezach.

Teoretycznie zawsze istniała taka opcja, że na weselu będę płakać. Jak obetrą mnie buty albo coś wpadnie mi do oka. Przyodziana w mój codzienny cynizm i kontrowersyjne poglądy na temat zamążpójścia (#typowastarapanna), stałam w holu, ale kiedy Asia wysiadła z samochodu nie mogłam powstrzymać łez wzruszenia. Hamowałam się za to w czasie samych zaślubin, bo Emma właśnie ten podniosły moment wybrała na zaśpiewanie Panie Janie i musiałam szybko reagować, bo akurat byliśmy tuż za Młodymi.

Fajna organizacja ułatwia życie i uprzyjemnia cały proces się pobierania, ale coś innego było kluczowe – ludzie. Wszyscy tam byli po prostu szczęśliwi, że biorą w tym udział. Bawili się razem, rozmawiali, śmiali. Było to wesele dwujęzyczne, goście z Wielkiej Brytanii mieli szansę sprawdzić jak smakuje schabowy (w ostatniej chwili ostrzegłam przed nim gości z Bangladeszu, którzy siedzieli z nami przy stoliku). Dawno się tak dobrze nie bawiłam. To było prawdziwe wesele. Po nim nawet mi zachciało się zorganizować własne!

Nie znałam Pana Młodego wcześniej, ale mam nadzieję, że za 30 lat powie to samo, co powiedział mi ojciec Panny Młodej.

Minęło trzydzieści lat, a ja nadal jestem zakochany! 

Coś podobnego:

Podziel się:
  • Aleksnadra

    Czy dobrze zgaduję, że to przyjaciółka kryptonim Lizak? ;> Serdeczne gratulacje ktokolwiek to jest!

    A propos łez stających w oczach, to doskonale to rozumiem. Jednak tylko dlatego, że sama doświadczyłam 😉
    Półtora roku temu dostałam zaproszenie na ślub. Kościelny. Koleżanki z podstawówki, z którą nie mam prawdziwego kontaktu już z dziesięć lat. Zawsze składamy sobie życzenia świąteczne i urodzinowe (jestem starsza o całe dwa dni!). I zawsze ciepło o sobie myślimy. Ja z sentymentem trzymam jako łazienkową ozdobę gumowe żaby do kąpieli, które dostałam od niej na osiemnastkę. U niej na ścianie wisi zdjęcie krówek (lubi krowy!), które dostała ode mnie w prezencie. I tyle, w sumie obcy człowiek.
    Do samej kwesti ślubów podchodzę z rezerwą, ślub kościelny, to już zupełnie nie moje klimaty. Ale coś mi kazało pojechać na ten konkrenty (szczęśliwie bez wesela). I nie żałuję. Bardzo się cieszę, że mogłam uczestniczyć w tej uroczystości, szczególnie, że była bardzo skromna w liczbę zaproszonych gości. Panująca tam atmosfera była naprawdę magiczna. Nie było najmniejszych wątpliwości, że wszyscy obecni byli tam z własnej nieprzymuszonej – dobrym taktem czy zwyczajem – woli i życzyli młodym tylko dobrze. Kościół był przepełniony takimi emocjami, że sama się wzruszyłam, czego zupełnie nie planowałam!
    Niektóre śluby są w porządku 😉

    • Oczywiście, że to Lizak 😉 Jak patrzę na jej zdjęcie, to nie wiem czy płakałam ze wzruszenia czy z zazdrości, że tak pięknie wygląda ;-)))) Na tym ślubie też było właśnie tak, bo większość gości musiała jednak zdecydować czy chce tam iść – w końcu wyprawa na wesele do innego kraju to świetna wymówka, żeby się z tego wykręcić. Więc ci co przyszli, to na pewno tego chcieli 😉

  • A wiesz, że ja dwa lata temu byłam na takim weselu? Prawie taka sama sytuacja – najlepsza przyjaciółka, wszystko cudownie zorganizowane, ślub polsko-szkocki. Część rodziny panny młodej, po prostu olała zaproszenie i nie przyszła, ale nie brakowało tych ludzi, bo wszyscy, którzy na wesele się stawili, byli po prostu szczęśliwi, ze mogą być z Kasią i Nando w tak szczególnym dniu. Też mi się zachciało aż wesele urządzać, tylko, że ja już dawno po slubie jestem, więc musiałam jednak pohamować wyobraźnię 😉