TOP 7 seriali

które obejrzałam już więcej niż raz.

7. Pretty  Little Liars 

1

O tym serialu można powiedzieć – genialny i idiotyczny w tym samym zdaniu. Niewątpliwie tworzą go ludzie utalentowani, mają dryg do pisania historii z dreszczykiem, ale bez makabry. Ponieważ wszystko jest częścią większego planu, trudno na razie powiedzieć, czy to majstersztyk czy szaleństwo, ale w kwietniu zaczyna się ostatni sezon, wszystkie tajemnice (a jest ich sporo) zostają wyjaśnione, więc do tego czasu można nadrobić pierwsze 6 i pół sezonu 🙂

Bonus: Widać tam często fragmenty planu zdjęciowego Gilmore Girls, który ja z kolei dopiero poznaję 🙂 

6. Mentalista 

7

Chyba jeden z najlepiej psychologicznie zbudowanych charakterów pojawia się w Mentaliście – Patrick Jane i jego historia. Myślę, że jeśli chodzi o etos drogi, to uczniowie szkoły średniej mogą chwytać ze scenariusza pełnymi dłońmi. Kto jeszcze nie widział – zachęcam! Patric grany przez Simona Bakera jest uroczy, ale ma też swoją ciemną stronę. To serial z gatunku procedural, więc w każdym odcinku detektywi zajmują się inną sprawą.

Bonus: Simon Baker nosi kamizelki!

5. Jane the Virgin

4

Kiedy byłam dzieckiem namiętnie oglądałam Zbuntowanego Anioła i hm… no telenowele z Ameryki Południowej są dość specyficzne. Odkryłam Jane the Virgin i  chwilę zajęło mi przeprocesowanie konwencji tego serialu. Jest komediowy, ale bez nagranego śmiechu. Błyskotliwy, inteligentny i jednocześnie ironiczny – przypomina telenowelę i jednocześnie wyśmiewa gatunek. Warto go obejrzeć, bo postaci są barwne, wielowymiarowe i dają się lubić. Sama historia przypomina tę, która pojawiła się w polskim serialu Majka i pewnie w milionie telenowel brazylijskich – dziewica zachodzi w ciążę. Właśnie trwa trzeci sezon serialu!

Bonus: Rogelio  

4. Plotkara

5

Ten serial poznałam w liceum i oglądałam go namiętnie z moją przyjaciółką. Nie jest typowym słodkim high-school drama. Bohaterowie dorastają i ich problemy się zmieniają, ale nadal mają ładne ciuchy, piękny makijaż. Odpręża mnie oglądanie życia „wyższych sfer”, tego całego blichtru i glamu. Szczególnie, kiedy moja przyjaciółka co chwilę szyła sobie (no dobra, mama jej szyła) sukienki Blair (#zazdrość). Lubiłam marzyć o lofcie na Brooklynie i o tym, że mogłabym chodzić w szpilkach i nie zdradzać oznak umęczenia na perfekcyjnie umalowanej twarzy. Widziałam ten serial już sto razy i chyba znowu sobie włączę…

Bonus: Blair i Chuck, duh!

3. Przyjaciele 

6

Ich chyba nie trzeba nikomu przedstawiać? Szóstka przyjaciół z Nowego Jorku, którzy piją kawę z wielkich misek. Zawsze chciałam być Chandlerem, ale obawiam się, że życie zrobiło ze mnie Monicę. Kto nie widział Przyjaciół – koniecznie musi nadrobić, oni się po prostu nie zużywają. Wiele sitcomów próbowało ich dogonić, ale chyba prawdziwi fajni prędzej zapomną wszystkich bon-motów Chandlera niż przyznają palmę pierwszeństwa How I met your mother. 🙂

Bonus: 

enhanced-buzz-9387-1399906795-4

2. Lie to me 

3

Pierwszy raz obejrzałam Lie to me („Magia kłamstwa”) ma studiach. Chyba tak jak wielu moich znajomych, bo zaraz na wydziale pojawiły się kursy inspirowane serialem. Chcąc utrzymać swój status hipstera, nadal chodziłam na neuropsychobiologię (czy coś podobnego), zamiast zapisywać się na te fajne zajęcia! Nie mniej jednak, kilka lat później wróciłam do tego serialu, od tamtej pory obejrzałam go trzy razy (raz z Ojcem Dzieciom). Głównym bohaterem jest mistrz czytania twarzy – dr Cal Lightman, który jedną ze swoich książek rozpoczyna słowami: „Let there be Lightman”. Cal ma swoją firmę (Lightman Group), która zajmuje się poszukiwaniem kłamstw w zeznaniach ludzi. Pomagają rozwiązywać prywatne, polityczne, kryminalne sprawy. Poza dr Lightmanem, moją ulubioną postacią jest jego nastoletnia córka, Emily.

Serial powstał przy współpracy z Paulem Ekmanem, który jest pierwowzorem Cala Lightmana. To amerykański psycholog, pionier w dziedzinie badań nad emocjami i ekspresją ruchowo-mimiczną. Chociaż wiele aspektów naukowych zostało w serialu przerysowanych na potrzeby produkcji, ta nauka naprawdę istnieje i jest fascynująca – można przeczytać więcej o tym jak powstawał serial, na blogu Paula Ekmana. W Polsce wydano kilka jego książek, polecam: Emocje ujawnione. Odkryj, co ludzie chcą przed Tobą zataić i dowiedz się czegoś więcej o sobie Wydawnictwo Sensus.

Bonus: Tim Roth gra Cala Lightmana. Tima Rotha znam z filmów Quentina Tarantino, więc to ciekawa odmiana, że nagle jest (w miarę) miłym Brytyjczykiem, który do każdego mówi: „love”. 

1. Sherlock 

2

Sherlock Holmes w XXI wieku, w Londynie. Z telefonem komórkowym, pięknymi lokami i niezwykłym poczuciem humoru. Nieco ekscentryczny detektyw, którego zna cały świat. Uwielbiam ten serial napisany przez Marka Gatissa (serialowego Mycrofta) i Stevena Moffata (tak, to ci sami co piszą Doctora Who!). Wyjątkowość tego serialu polega na tym, że każdy sezon to trzy pełnometrażowe filmy (90 minut), dopracowane w najmniejszym szczególe. Świetne dialogi, piękne zdjęcia, super muzyka i fajnie napisane i zagrane postacie, czynią z Sherlocka mój serial numer 1.

Sherlock jest powodem, dla którego piszę ten post – właśnie wyszła oficjalna zapowiedź sezonu 4. Rusza 1 stycznia 2017 roku. Ci, którzy jeszcze nie uwielbiają charyzmatycznego Johna i szalonego Sherlocka, mają czas, żeby obejrzeć poprzednie 3 sezony (9 odcinków) i jeden odcinek specjalny (Sherlock w czasach swojego twórcy, Arthura Conana Doyle’a).

Ps. Do roli Watsona o mało nie wybrano Matta Smitha, czyli 11. doktora Who. 🙂 

Bonus: TA scena


Macie jakieś swoje ulubione seriale? Znacie te moje ulubione? Dajcie znać w komentarzach, może zamiast oglądać po raz 101 Plotkarę, zerknę na coś nowego! :))

 

Sharing is caring – polub i udostępnij ten post, dołącz do mnie  na Facebooku, zajrzyj na Instagram!

 

 

Coś podobnego:

Podziel się:
  • Dexter 😉
    No i Gra o Tron, oczywiście <3

  • Oj tak! „Przyjaciele”, „Lie to me”, „Gossip Girl”, jeszcze bym dodała „Gotowe na wszystko”, „Modern Family” i „Shameless USA”
    A „Pretty Little Liars” kiedyś oglądałam, ale skoro mają wyjaśnić wszystkie tajemnice, to chyba wrócę do niego 😀
    A „Dexter’a” też uwielbiałam <3